Blizny (Mea Culpa)
🎵 3126 characters
⏱️ 3:39 duration
🆔 ID: 11073240
📜 Lyrics
Odzyskuję świadomość w jakiejś brudnej ubikacji
Oddech, jakbym pił berbele ze szpitalnej kaczki
Ciężkie picie, dragsy, zarzygane laczki
Pisał o tym Nietzsche, znów otchłań na mnie patrzy
Telefon od matki, nie ma opcji bym odebrał
Ledwo łapię tlen, jakbym miał strzaskane żebra
Chyba coś ze mną nie gra, całe ciało mnie boli
Tańczę z diabłem przy akompaniamencie paranoi
Pamiętam jakiś stolik, pamiętam jakieś driny
Ćma barowa, biby, niedobór melatoniny
Nie wiem kim byli ludzie którzy robili mi zdjęcia
Mam nadzieję, że to sobie wszystko wkręcam (demencja)
Pierdolony ciężar, objawy delirki
Resztka świadomości rzęzi jak zatarty silnik
I muszę być silny, choć stres za gardło łapię
A czarne wizje wiją się jak kokony pijawek
Koszmary na jawie w psychodelicznym cyrku
Znów gram pierwszoplanową rolę urwanego filmu
Kilka nowych sińców, skąd je mam, nie pamiętam
Strach w bebechach, pełza jak jebana skolopendra
Cmentarz szarych komórek, nie śpię po nocach
Zimne poty, odór toksycznego osocza
Stoję z opaską na oczach pod egzekucyjna ścianą
A złe myśli jak kruki rozszarpują tożsamość
Tutaj lekarze nie kłamią więc skumaj to typie
Że balet w za dużej dawce może zrobić z ciebie cipę
A życie cię nauczy właśnie tego małolacik
Że docenisz psychiczne zdrowie wtedy, jak je stracisz
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Obłęd, paranoja, autodestrukcja
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
Zamknięty w dwóch światach, tu szukam symetrii
Geometrii, pętli co na szyi mi tętni
Pierdolony bad-trip mam jak Jimi Hendrix
Nieskończony mętlik poskładać jak tetris
Wciąż uboczne efekty, rozdwojenie jaźni
Strach, to konsekwencja naszej wyobraźni
Na rezerwie wskaźnik, każdy z nas ciągle pędzi
Pisał o tym Freud, że to, to popęd śmierci
Nęci ta rozrywka, narko i alko, znam to
Hedonistą dziwka, a egoizm jej alfons
Szewc bez butów chodzi, a innych uczy fachu
Tak ja uczyłem życie, nie czując w ustach piachu
Budując dom bez dachu, nie przewidziałem burzy
Dzisiaj brachu widzę błąd niewybaczalnie duży
Aniele stróżu, stróżu strzeż duszy mego ciała
A raczej głuchej ciszy, która po niej została
Psychoaktywny dramat, tu w taniec śmierci grasz
Chcesz zniszczyć piękny umysł schizą tak jak John Nash
Jak Don Juan DeMarco, jak Donnie Darko
Dziś na każdym osiedlu jest jakiś narko hardcore
Rozkmiń czy warto zakleszczyć się w tej matni
Lot nad kukułczym gniazdem jak Randle McMurphy
Moralniak bez jazdy, demony, deprecha
Blizny na psychice nie obeszło się bez echa
Posypana krecha, towarzysze z jazdą
Wciąż to samo gówno, tylko pod inną nazwą
To zaburzeń pasmo, efekty spożycia
Ocknij się nim zwichnie cię do końca życia
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Obłęd, paranoja, autodestrukcja
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
Oddech, jakbym pił berbele ze szpitalnej kaczki
Ciężkie picie, dragsy, zarzygane laczki
Pisał o tym Nietzsche, znów otchłań na mnie patrzy
Telefon od matki, nie ma opcji bym odebrał
Ledwo łapię tlen, jakbym miał strzaskane żebra
Chyba coś ze mną nie gra, całe ciało mnie boli
Tańczę z diabłem przy akompaniamencie paranoi
Pamiętam jakiś stolik, pamiętam jakieś driny
Ćma barowa, biby, niedobór melatoniny
Nie wiem kim byli ludzie którzy robili mi zdjęcia
Mam nadzieję, że to sobie wszystko wkręcam (demencja)
Pierdolony ciężar, objawy delirki
Resztka świadomości rzęzi jak zatarty silnik
I muszę być silny, choć stres za gardło łapię
A czarne wizje wiją się jak kokony pijawek
Koszmary na jawie w psychodelicznym cyrku
Znów gram pierwszoplanową rolę urwanego filmu
Kilka nowych sińców, skąd je mam, nie pamiętam
Strach w bebechach, pełza jak jebana skolopendra
Cmentarz szarych komórek, nie śpię po nocach
Zimne poty, odór toksycznego osocza
Stoję z opaską na oczach pod egzekucyjna ścianą
A złe myśli jak kruki rozszarpują tożsamość
Tutaj lekarze nie kłamią więc skumaj to typie
Że balet w za dużej dawce może zrobić z ciebie cipę
A życie cię nauczy właśnie tego małolacik
Że docenisz psychiczne zdrowie wtedy, jak je stracisz
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Obłęd, paranoja, autodestrukcja
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
Zamknięty w dwóch światach, tu szukam symetrii
Geometrii, pętli co na szyi mi tętni
Pierdolony bad-trip mam jak Jimi Hendrix
Nieskończony mętlik poskładać jak tetris
Wciąż uboczne efekty, rozdwojenie jaźni
Strach, to konsekwencja naszej wyobraźni
Na rezerwie wskaźnik, każdy z nas ciągle pędzi
Pisał o tym Freud, że to, to popęd śmierci
Nęci ta rozrywka, narko i alko, znam to
Hedonistą dziwka, a egoizm jej alfons
Szewc bez butów chodzi, a innych uczy fachu
Tak ja uczyłem życie, nie czując w ustach piachu
Budując dom bez dachu, nie przewidziałem burzy
Dzisiaj brachu widzę błąd niewybaczalnie duży
Aniele stróżu, stróżu strzeż duszy mego ciała
A raczej głuchej ciszy, która po niej została
Psychoaktywny dramat, tu w taniec śmierci grasz
Chcesz zniszczyć piękny umysł schizą tak jak John Nash
Jak Don Juan DeMarco, jak Donnie Darko
Dziś na każdym osiedlu jest jakiś narko hardcore
Rozkmiń czy warto zakleszczyć się w tej matni
Lot nad kukułczym gniazdem jak Randle McMurphy
Moralniak bez jazdy, demony, deprecha
Blizny na psychice nie obeszło się bez echa
Posypana krecha, towarzysze z jazdą
Wciąż to samo gówno, tylko pod inną nazwą
To zaburzeń pasmo, efekty spożycia
Ocknij się nim zwichnie cię do końca życia
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Obłęd, paranoja, autodestrukcja
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Blizny, blizny - mea culpa
Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
⏱️ Synced Lyrics
[00:18.70] Odzyskuję świadomość w jakiejś brudnej ubikacji
[00:21.74] Oddech, jakbym pił berbele ze szpitalnej kaczki
[00:23.80] Ciężkie picie, dragsy, zarzygane laczki
[00:26.17] Pisał o tym Nietzsche, znów otchłań na mnie patrzy
[00:28.66] Telefon od matki, nie ma opcji bym odebrał
[00:30.97] Ledwo łapię tlen, jakbym miał strzaskane żebra
[00:33.27] Chyba coś ze mną nie gra, całe ciało mnie boli
[00:35.73] Tańczę z diabłem przy akompaniamencie paranoi
[00:38.20] Pamiętam jakiś stolik, pamiętam jakieś driny
[00:40.53] Ćma barowa, biby, niedobór melatoniny
[00:42.80] Nie wiem kim byli ludzie którzy robili mi zdjęcia
[00:45.22] Mam nadzieję, że to sobie wszystko wkręcam (demencja)
[00:47.73] Pierdolony ciężar, objawy delirki
[00:50.14] Resztka świadomości rzęzi jak zatarty silnik
[00:52.64] I muszę być silny, choć stres za gardło łapię
[00:54.81] A czarne wizje wiją się jak kokony pijawek
[00:57.36] Koszmary na jawie w psychodelicznym cyrku
[00:59.78] Znów gram pierwszoplanową rolę urwanego filmu
[01:02.16] Kilka nowych sińców, skąd je mam, nie pamiętam
[01:04.59] Strach w bebechach, pełza jak jebana skolopendra
[01:07.07] Cmentarz szarych komórek, nie śpię po nocach
[01:09.55] Zimne poty, odór toksycznego osocza
[01:11.58] Stoję z opaską na oczach pod egzekucyjna ścianą
[01:14.14] A złe myśli jak kruki rozszarpują tożsamość
[01:16.43] Tutaj lekarze nie kłamią więc skumaj to typie
[01:18.92] Że balet w za dużej dawce może zrobić z ciebie cipę
[01:21.18] A życie cię nauczy właśnie tego małolacik
[01:23.77] Że docenisz psychiczne zdrowie wtedy, jak je stracisz
[01:26.24] Blizny, blizny - mea culpa
[01:28.66] Blizny, blizny - mea culpa
[01:31.05] Blizny, blizny - mea culpa
[01:33.34] Obłęd, paranoja, autodestrukcja
[01:35.80] Blizny, blizny - mea culpa
[01:38.16] Blizny, blizny - mea culpa
[01:40.61] Blizny, blizny - mea culpa
[01:43.07] Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
[01:45.43] Zamknięty w dwóch światach, tu szukam symetrii
[01:47.78] Geometrii, pętli co na szyi mi tętni
[01:50.11] Pierdolony bad-trip mam jak Jimi Hendrix
[01:52.74] Nieskończony mętlik poskładać jak tetris
[01:54.92] Wciąż uboczne efekty, rozdwojenie jaźni
[01:57.41] Strach, to konsekwencja naszej wyobraźni
[01:59.86] Na rezerwie wskaźnik, każdy z nas ciągle pędzi
[02:02.16] Pisał o tym Freud, że to, to popęd śmierci
[02:04.75] Nęci ta rozrywka, narko i alko, znam to
[02:07.21] Hedonistą dziwka, a egoizm jej alfons
[02:09.17] Szewc bez butów chodzi, a innych uczy fachu
[02:11.72] Tak ja uczyłem życie, nie czując w ustach piachu
[02:14.19] Budując dom bez dachu, nie przewidziałem burzy
[02:16.63] Dzisiaj brachu widzę błąd niewybaczalnie duży
[02:19.02] Aniele stróżu, stróżu strzeż duszy mego ciała
[02:21.37] A raczej głuchej ciszy, która po niej została
[02:23.90] Psychoaktywny dramat, tu w taniec śmierci grasz
[02:26.10] Chcesz zniszczyć piękny umysł schizą tak jak John Nash
[02:28.61] Jak Don Juan DeMarco, jak Donnie Darko
[02:31.13] Dziś na każdym osiedlu jest jakiś narko hardcore
[02:33.33] Rozkmiń czy warto zakleszczyć się w tej matni
[02:35.71] Lot nad kukułczym gniazdem jak Randle McMurphy
[02:38.39] Moralniak bez jazdy, demony, deprecha
[02:40.56] Blizny na psychice nie obeszło się bez echa
[02:43.06] Posypana krecha, towarzysze z jazdą
[02:45.34] Wciąż to samo gówno, tylko pod inną nazwą
[02:47.81] To zaburzeń pasmo, efekty spożycia
[02:50.17] Ocknij się nim zwichnie cię do końca życia
[02:52.61] Blizny, blizny - mea culpa
[02:55.12] Blizny, blizny - mea culpa
[02:57.44] Blizny, blizny - mea culpa
[02:59.74] Obłęd, paranoja, autodestrukcja
[03:02.21] Blizny, blizny - mea culpa
[03:04.65] Blizny, blizny - mea culpa
[03:06.98] Blizny, blizny - mea culpa
[03:09.43] Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
[03:13.06]
[00:21.74] Oddech, jakbym pił berbele ze szpitalnej kaczki
[00:23.80] Ciężkie picie, dragsy, zarzygane laczki
[00:26.17] Pisał o tym Nietzsche, znów otchłań na mnie patrzy
[00:28.66] Telefon od matki, nie ma opcji bym odebrał
[00:30.97] Ledwo łapię tlen, jakbym miał strzaskane żebra
[00:33.27] Chyba coś ze mną nie gra, całe ciało mnie boli
[00:35.73] Tańczę z diabłem przy akompaniamencie paranoi
[00:38.20] Pamiętam jakiś stolik, pamiętam jakieś driny
[00:40.53] Ćma barowa, biby, niedobór melatoniny
[00:42.80] Nie wiem kim byli ludzie którzy robili mi zdjęcia
[00:45.22] Mam nadzieję, że to sobie wszystko wkręcam (demencja)
[00:47.73] Pierdolony ciężar, objawy delirki
[00:50.14] Resztka świadomości rzęzi jak zatarty silnik
[00:52.64] I muszę być silny, choć stres za gardło łapię
[00:54.81] A czarne wizje wiją się jak kokony pijawek
[00:57.36] Koszmary na jawie w psychodelicznym cyrku
[00:59.78] Znów gram pierwszoplanową rolę urwanego filmu
[01:02.16] Kilka nowych sińców, skąd je mam, nie pamiętam
[01:04.59] Strach w bebechach, pełza jak jebana skolopendra
[01:07.07] Cmentarz szarych komórek, nie śpię po nocach
[01:09.55] Zimne poty, odór toksycznego osocza
[01:11.58] Stoję z opaską na oczach pod egzekucyjna ścianą
[01:14.14] A złe myśli jak kruki rozszarpują tożsamość
[01:16.43] Tutaj lekarze nie kłamią więc skumaj to typie
[01:18.92] Że balet w za dużej dawce może zrobić z ciebie cipę
[01:21.18] A życie cię nauczy właśnie tego małolacik
[01:23.77] Że docenisz psychiczne zdrowie wtedy, jak je stracisz
[01:26.24] Blizny, blizny - mea culpa
[01:28.66] Blizny, blizny - mea culpa
[01:31.05] Blizny, blizny - mea culpa
[01:33.34] Obłęd, paranoja, autodestrukcja
[01:35.80] Blizny, blizny - mea culpa
[01:38.16] Blizny, blizny - mea culpa
[01:40.61] Blizny, blizny - mea culpa
[01:43.07] Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
[01:45.43] Zamknięty w dwóch światach, tu szukam symetrii
[01:47.78] Geometrii, pętli co na szyi mi tętni
[01:50.11] Pierdolony bad-trip mam jak Jimi Hendrix
[01:52.74] Nieskończony mętlik poskładać jak tetris
[01:54.92] Wciąż uboczne efekty, rozdwojenie jaźni
[01:57.41] Strach, to konsekwencja naszej wyobraźni
[01:59.86] Na rezerwie wskaźnik, każdy z nas ciągle pędzi
[02:02.16] Pisał o tym Freud, że to, to popęd śmierci
[02:04.75] Nęci ta rozrywka, narko i alko, znam to
[02:07.21] Hedonistą dziwka, a egoizm jej alfons
[02:09.17] Szewc bez butów chodzi, a innych uczy fachu
[02:11.72] Tak ja uczyłem życie, nie czując w ustach piachu
[02:14.19] Budując dom bez dachu, nie przewidziałem burzy
[02:16.63] Dzisiaj brachu widzę błąd niewybaczalnie duży
[02:19.02] Aniele stróżu, stróżu strzeż duszy mego ciała
[02:21.37] A raczej głuchej ciszy, która po niej została
[02:23.90] Psychoaktywny dramat, tu w taniec śmierci grasz
[02:26.10] Chcesz zniszczyć piękny umysł schizą tak jak John Nash
[02:28.61] Jak Don Juan DeMarco, jak Donnie Darko
[02:31.13] Dziś na każdym osiedlu jest jakiś narko hardcore
[02:33.33] Rozkmiń czy warto zakleszczyć się w tej matni
[02:35.71] Lot nad kukułczym gniazdem jak Randle McMurphy
[02:38.39] Moralniak bez jazdy, demony, deprecha
[02:40.56] Blizny na psychice nie obeszło się bez echa
[02:43.06] Posypana krecha, towarzysze z jazdą
[02:45.34] Wciąż to samo gówno, tylko pod inną nazwą
[02:47.81] To zaburzeń pasmo, efekty spożycia
[02:50.17] Ocknij się nim zwichnie cię do końca życia
[02:52.61] Blizny, blizny - mea culpa
[02:55.12] Blizny, blizny - mea culpa
[02:57.44] Blizny, blizny - mea culpa
[02:59.74] Obłęd, paranoja, autodestrukcja
[03:02.21] Blizny, blizny - mea culpa
[03:04.65] Blizny, blizny - mea culpa
[03:06.98] Blizny, blizny - mea culpa
[03:09.43] Osiedlowa chemia, psychotropy, wódka
[03:13.06]