Hiob
🎵 1884 characters
⏱️ 4:24 duration
🆔 ID: 11757427
📜 Lyrics
Ta wyprawa była dla nas przyjemnością
Kiedy z gór zeszliśmy w kwitnące doliny
Parobcy porzucili domy broń i stada
Obrońcy zginęli śmiercią bohaterską
Równaliśmy z ziemią winnice i zasiewy
Nasze ręce dymiły ludzką krwią i tłuszczem
I z całej krainy nie pozostał po nas
Kamień na kamieniu ani zdrowy człowiek
Widzieliśmy łupów naszych właściciela
Cały w strupach i wrzodach trwał w pogorzelisku
Tuż przed naszym najazdem stracił wszystkie dzieci
W gruzach domu przez piorun zburzonego w nocy
Nie znał chyba ten człowiek łaski swego Boga
Lecz wielbił Go nadal choć nieludzkim głosem
Staliśmy milcząc, dobić ktoś go chciał z litości
Ale stracił śmiałość wobec takiej wiary
Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
Braci synów już nie ma, ja wciąż z nimi rozmawiam
Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
Zawlekli mnie na śmietnik w słońce się wpatruję
Zmiażdżyli mi podbrzusze miłość nie da się zgubić
Wyszarpali mi język więc palcami coś mówię
Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
Wódz gotowych na wszystko bitnych górskich plemion
Chciałbym być bogiem takich jak ten człowiek ludzi
Jeden starczył by dźwignąć i utrzymać w górze
Świat Boga i nicość przez Niego mu daną
Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
Braci synów już nie ma ja wciąż z nimi rozmawiam
Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
Zawlekli mnie na śmietnik, w słońce się wpatruję
Zmiażdżyli mi podbrzusze, miłość nie da się zgubić
Wyszarpali mi język, więc palcami coś mówię
Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
Kiedy z gór zeszliśmy w kwitnące doliny
Parobcy porzucili domy broń i stada
Obrońcy zginęli śmiercią bohaterską
Równaliśmy z ziemią winnice i zasiewy
Nasze ręce dymiły ludzką krwią i tłuszczem
I z całej krainy nie pozostał po nas
Kamień na kamieniu ani zdrowy człowiek
Widzieliśmy łupów naszych właściciela
Cały w strupach i wrzodach trwał w pogorzelisku
Tuż przed naszym najazdem stracił wszystkie dzieci
W gruzach domu przez piorun zburzonego w nocy
Nie znał chyba ten człowiek łaski swego Boga
Lecz wielbił Go nadal choć nieludzkim głosem
Staliśmy milcząc, dobić ktoś go chciał z litości
Ale stracił śmiałość wobec takiej wiary
Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
Braci synów już nie ma, ja wciąż z nimi rozmawiam
Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
Zawlekli mnie na śmietnik w słońce się wpatruję
Zmiażdżyli mi podbrzusze miłość nie da się zgubić
Wyszarpali mi język więc palcami coś mówię
Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
Wódz gotowych na wszystko bitnych górskich plemion
Chciałbym być bogiem takich jak ten człowiek ludzi
Jeden starczył by dźwignąć i utrzymać w górze
Świat Boga i nicość przez Niego mu daną
Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
Braci synów już nie ma ja wciąż z nimi rozmawiam
Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
Zawlekli mnie na śmietnik, w słońce się wpatruję
Zmiażdżyli mi podbrzusze, miłość nie da się zgubić
Wyszarpali mi język, więc palcami coś mówię
Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
⏱️ Synced Lyrics
[00:10.74] Ta wyprawa była dla nas przyjemnością
[00:16.16] Kiedy z gór zeszliśmy w kwitnące doliny
[00:23.41] Parobcy porzucili domy broń i stada
[00:26.16] Obrońcy zginęli śmiercią bohaterską
[00:32.48] Równaliśmy z ziemią winnice i zasiewy
[00:38.06] Nasze ręce dymiły ludzką krwią i tłuszczem
[00:43.45] I z całej krainy nie pozostał po nas
[00:48.03] Kamień na kamieniu ani zdrowy człowiek
[00:54.34] Widzieliśmy łupów naszych właściciela
[01:01.60] Cały w strupach i wrzodach trwał w pogorzelisku
[01:08.08] Tuż przed naszym najazdem stracił wszystkie dzieci
[01:12.54] W gruzach domu przez piorun zburzonego w nocy
[01:18.99] Nie znał chyba ten człowiek łaski swego Boga
[01:22.53] Lecz wielbił Go nadal choć nieludzkim głosem
[01:29.88] Staliśmy milcząc, dobić ktoś go chciał z litości
[01:35.31] Ale stracił śmiałość wobec takiej wiary
[01:40.25]
[01:53.26] Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
[01:58.55] Braci synów już nie ma, ja wciąż z nimi rozmawiam
[02:04.96] Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
[02:11.22] Zawlekli mnie na śmietnik w słońce się wpatruję
[02:16.75] Zmiażdżyli mi podbrzusze miłość nie da się zgubić
[02:23.13] Wyszarpali mi język więc palcami coś mówię
[02:29.52] Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
[02:35.84] Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
[02:46.70] Wódz gotowych na wszystko bitnych górskich plemion
[02:52.20] Chciałbym być bogiem takich jak ten człowiek ludzi
[02:58.51] Jeden starczył by dźwignąć i utrzymać w górze
[03:03.12] Świat Boga i nicość przez Niego mu daną
[03:09.53] Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
[03:15.50] Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
[03:19.57]
[03:32.28] Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
[03:38.57] Braci synów już nie ma ja wciąż z nimi rozmawiam
[03:44.95] Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
[03:50.40] Zawlekli mnie na śmietnik, w słońce się wpatruję
[03:55.83] Zmiażdżyli mi podbrzusze, miłość nie da się zgubić
[04:02.24] Wyszarpali mi język, więc palcami coś mówię
[04:07.66] Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
[04:14.09] Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
[04:23.18]
[00:16.16] Kiedy z gór zeszliśmy w kwitnące doliny
[00:23.41] Parobcy porzucili domy broń i stada
[00:26.16] Obrońcy zginęli śmiercią bohaterską
[00:32.48] Równaliśmy z ziemią winnice i zasiewy
[00:38.06] Nasze ręce dymiły ludzką krwią i tłuszczem
[00:43.45] I z całej krainy nie pozostał po nas
[00:48.03] Kamień na kamieniu ani zdrowy człowiek
[00:54.34] Widzieliśmy łupów naszych właściciela
[01:01.60] Cały w strupach i wrzodach trwał w pogorzelisku
[01:08.08] Tuż przed naszym najazdem stracił wszystkie dzieci
[01:12.54] W gruzach domu przez piorun zburzonego w nocy
[01:18.99] Nie znał chyba ten człowiek łaski swego Boga
[01:22.53] Lecz wielbił Go nadal choć nieludzkim głosem
[01:29.88] Staliśmy milcząc, dobić ktoś go chciał z litości
[01:35.31] Ale stracił śmiałość wobec takiej wiary
[01:40.25]
[01:53.26] Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
[01:58.55] Braci synów już nie ma, ja wciąż z nimi rozmawiam
[02:04.96] Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
[02:11.22] Zawlekli mnie na śmietnik w słońce się wpatruję
[02:16.75] Zmiażdżyli mi podbrzusze miłość nie da się zgubić
[02:23.13] Wyszarpali mi język więc palcami coś mówię
[02:29.52] Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
[02:35.84] Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
[02:46.70] Wódz gotowych na wszystko bitnych górskich plemion
[02:52.20] Chciałbym być bogiem takich jak ten człowiek ludzi
[02:58.51] Jeden starczył by dźwignąć i utrzymać w górze
[03:03.12] Świat Boga i nicość przez Niego mu daną
[03:09.53] Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
[03:15.50] Chociaż zniszczyć Go jednym mógł wzruszeniem ramion
[03:19.57]
[03:32.28] Gdy zgwałcili mi żonę sławię słodycz jej ciała
[03:38.57] Braci synów już nie ma ja wciąż z nimi rozmawiam
[03:44.95] Roztrzaskali domostwo, ja kamienie całuję
[03:50.40] Zawlekli mnie na śmietnik, w słońce się wpatruję
[03:55.83] Zmiażdżyli mi podbrzusze, miłość nie da się zgubić
[04:02.24] Wyszarpali mi język, więc palcami coś mówię
[04:07.66] Wykłuli mi źrenice myśl się z myślą zaplata
[04:14.09] Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!
[04:23.18]