Wiecznie Niewyspany
🎵 3324 characters
⏱️ 3:28 duration
🆔 ID: 11839853
📜 Lyrics
Od zawsze nienawidzę pustych lasek
Co lecą na siano, jak Assasin Creed
Ciężkie życie na polskich osiedlach, bez porównania do Beverly Hills
W robocie flota przekracza dwa koła
Napiwki wpadają, kiepów nowa paczka
Ty chyba za dużo oglądałeś filmów, na rejonie później udawana gangsta
Sukces to praca, nie daj sobie nigdy wmówić
Że jesteś gorszy od innych
Uważaj, co mieszasz i w jakich dawkach, by nie skończyć jak Lil Peep
Widziałem dziewczynę po urodzinach, na kwadracie wciągała pregabalinę
Odechciało się ćpania czegokolwiek
Wolę z kuzynem po tyrce zajebać w szyję
Ostatni stanął na podium
Przyjaciel stanie się wrogiem, nigdy na odwrót
Powiedz mi, kurwa
Dlaczego w kościele księża dotykają małych chłopców?
Brudna prawda, ja za nią zginę, w moim sercu mam tylko rodzinę
Płakałem jak zmarła mi babcia, a nie Mac Miller
Za pierwsze pieniądze z rapu, na remont kuchni, bo leci tynk ze ściany
Mama zmęczona wraca po pracy, gotuje obiad dla chorego taty
Każdy miał ze mnie polewkę, a Twoja ekipa od razu spisała na straty
O piątej nad ranem kończę pisać wersy, wiecznie niewyspany
Za pierwsze siano kupiłem mikrofon
Rap się od wtedy stał dla mnie robotą
W moim mieście nie jest łatwo zarobić
Tylko jak barwy masz, co nie są spoko
Mimo że ja nie widziałem siana w tym
To nie potrafiłem sobie od tego odpocząć
Jak mój sąsiad od picia, kiedy na klatce wyjebał domofon
Wstawili nowy dopiero na wiosnę, mnie wtedy chłopy ganiały po mieście
We trójkę za rapy, które robiłem, w chuju mam
Jakie masz do mnie podejście
Jeżeli takie jak zjeby ze Ślizgu, kwestionując mnie
Co by się tu nie wydarzyło
Żeby za raperów potem zginąć
Którzy prawdziwością sobie wycierali ryło (fuck off!)
To guilty pleasure, dla mnie muzyka to życie po prostu
I nie hoduję lajków bananowców
Wychował brud mnie, malutki metraż, nie jestem fancy
Kim jesteś, kurwo, żeby raperów rozliczać za wersy?
Może byłoby lepiej, jakbym zdał maturę, poszedł na studia? Jebać
Mówiliby do mnie "geodeta", ale dzień przed egzaminem miałem melanż
Wierzyłem, że kiedyś ktoś się odezwie, a wybicie będzie realne, ziomie
Nie zostanę kolejnym niewypałem, tak jak Griezmann w Barcelonie
Trzy bluzy w szafie, ujebane skoki, nie słucham Drake'a, zabijam smoki
Jeżeli miałbym wylecieć do góry, to tylko i wyłącznie po ulcie Poppy
Nie mam życia all inclusive, podali łapę, nie zawiodę, w hejtera wbite
Yurkosky miał rację, gdy pisał komentarz, że warto zapamiętać tę ksywę
Moje oczy widziały wiele, od miłości do zdrady
Uszy coraz częściej słyszą pierdolenie za plecami
Chcą wiedzieć o mnie więcej, info tajne przez poufne
Nie jestem zoofilem, ale ostatnio pokochałem żółwie (HYPE!)
Za pierwsze pieniądze z rapu, na remont kuchni, bo leci tynk ze ściany
Mama zmęczona wraca po pracy, gotuje obiad dla chorego taty
Każdy miał ze mnie polewkę, a Twoja ekipa od razu spisała na straty
O piątej nad ranem kończę pisać wersy, wiecznie niewyspany
Za pierwsze pieniądze z rapu, na remont kuchni, bo leci tynk ze ściany
Mama zmęczona wraca po pracy, gotuje obiad dla chorego taty
Każdy miał ze mnie polewkę, a Twoja ekipa od razu spisała na straty
O piątej nad ranem kończę pisać wersy, wiecznie niewyspany
Co lecą na siano, jak Assasin Creed
Ciężkie życie na polskich osiedlach, bez porównania do Beverly Hills
W robocie flota przekracza dwa koła
Napiwki wpadają, kiepów nowa paczka
Ty chyba za dużo oglądałeś filmów, na rejonie później udawana gangsta
Sukces to praca, nie daj sobie nigdy wmówić
Że jesteś gorszy od innych
Uważaj, co mieszasz i w jakich dawkach, by nie skończyć jak Lil Peep
Widziałem dziewczynę po urodzinach, na kwadracie wciągała pregabalinę
Odechciało się ćpania czegokolwiek
Wolę z kuzynem po tyrce zajebać w szyję
Ostatni stanął na podium
Przyjaciel stanie się wrogiem, nigdy na odwrót
Powiedz mi, kurwa
Dlaczego w kościele księża dotykają małych chłopców?
Brudna prawda, ja za nią zginę, w moim sercu mam tylko rodzinę
Płakałem jak zmarła mi babcia, a nie Mac Miller
Za pierwsze pieniądze z rapu, na remont kuchni, bo leci tynk ze ściany
Mama zmęczona wraca po pracy, gotuje obiad dla chorego taty
Każdy miał ze mnie polewkę, a Twoja ekipa od razu spisała na straty
O piątej nad ranem kończę pisać wersy, wiecznie niewyspany
Za pierwsze siano kupiłem mikrofon
Rap się od wtedy stał dla mnie robotą
W moim mieście nie jest łatwo zarobić
Tylko jak barwy masz, co nie są spoko
Mimo że ja nie widziałem siana w tym
To nie potrafiłem sobie od tego odpocząć
Jak mój sąsiad od picia, kiedy na klatce wyjebał domofon
Wstawili nowy dopiero na wiosnę, mnie wtedy chłopy ganiały po mieście
We trójkę za rapy, które robiłem, w chuju mam
Jakie masz do mnie podejście
Jeżeli takie jak zjeby ze Ślizgu, kwestionując mnie
Co by się tu nie wydarzyło
Żeby za raperów potem zginąć
Którzy prawdziwością sobie wycierali ryło (fuck off!)
To guilty pleasure, dla mnie muzyka to życie po prostu
I nie hoduję lajków bananowców
Wychował brud mnie, malutki metraż, nie jestem fancy
Kim jesteś, kurwo, żeby raperów rozliczać za wersy?
Może byłoby lepiej, jakbym zdał maturę, poszedł na studia? Jebać
Mówiliby do mnie "geodeta", ale dzień przed egzaminem miałem melanż
Wierzyłem, że kiedyś ktoś się odezwie, a wybicie będzie realne, ziomie
Nie zostanę kolejnym niewypałem, tak jak Griezmann w Barcelonie
Trzy bluzy w szafie, ujebane skoki, nie słucham Drake'a, zabijam smoki
Jeżeli miałbym wylecieć do góry, to tylko i wyłącznie po ulcie Poppy
Nie mam życia all inclusive, podali łapę, nie zawiodę, w hejtera wbite
Yurkosky miał rację, gdy pisał komentarz, że warto zapamiętać tę ksywę
Moje oczy widziały wiele, od miłości do zdrady
Uszy coraz częściej słyszą pierdolenie za plecami
Chcą wiedzieć o mnie więcej, info tajne przez poufne
Nie jestem zoofilem, ale ostatnio pokochałem żółwie (HYPE!)
Za pierwsze pieniądze z rapu, na remont kuchni, bo leci tynk ze ściany
Mama zmęczona wraca po pracy, gotuje obiad dla chorego taty
Każdy miał ze mnie polewkę, a Twoja ekipa od razu spisała na straty
O piątej nad ranem kończę pisać wersy, wiecznie niewyspany
Za pierwsze pieniądze z rapu, na remont kuchni, bo leci tynk ze ściany
Mama zmęczona wraca po pracy, gotuje obiad dla chorego taty
Każdy miał ze mnie polewkę, a Twoja ekipa od razu spisała na straty
O piątej nad ranem kończę pisać wersy, wiecznie niewyspany