Karabiny z Drewna feat. Mustafa
🎵 4218 characters
⏱️ 5:19 duration
🆔 ID: 11931846
📜 Lyrics
Gdy byłem dzieciakiem, rodzice mówili mi: "to czas pokoju"
Na filmach widziałem krajobraz po boju i niebo zielone tak - od spadochronów
Widziałem na filmach też wojska w konwoju i w prośbach o sojusz
I tak od porodu, może do rozwodu wierzyłem, że to czas pokoju. A nie gra pozorów...
Gdy byłem dzieciakiem, bawiłem się w wojnę i byłem jak żołnierz
Z ołowiu, plastiku, na koniu, jakkolwiek... Widziałem w tym glorię, nie zbrodnię
Gdy byłem dzieciakiem, nieraz na dywanie, wjeżdżałem we wroga czołgiem
Bo nie wiedziałem, że jeden człowiek, to tyle planów, marzeń, wspomnień...
Jako nastolatek, bawiłem się w wojnę, z paroma rówieśnikami, a drewniany karabin, z niekończącymi się nabojami, nie ranił nas...
Jako nastolatek robiłem zasieki z gałęzi, a nieśmiertelniki to były rzemyki na piersi
Jak posyłaliśmy pociski do siebie seriami, nie było agresji tam...
Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było łez i ran...
Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było śmierci tam...
Ta! Ta! Ta! Ta!
Dziś, kiedy dorosłem, to miewam sen o tym, że otwieram oczy
W pokoju, na łóżku i nie mam sufitu... Pod niebem niebieskich ciał...
Po huku ciężkich dział
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
W szkole koledzy, a po szkole za blokiem konflikt zbrojny...
Już wtedy, te szczeniaki to psy wojny. Jak sobie to przypomnisz: zwolnij!
Kasztany, to były granaty w kieszeniach spodni - mieliśmy siniaki od nich, ziomki
Głośniki i diody plastikowej broni, uruchamiał włącznik i prawdziwy front był!
Ukryte nad butem plastikowe ostrze, wyimaginowane rany kłute...
Gałąź służyła za wyrzutnię – moździerz, niszczyła z udawanym hukiem
Kiedy ostrzeliwaliśmy tę wioskę, w której schowany nasz wróg jest...
Potem szeregowiec czekał na śmigłowiec, a kiedy lądował, każdy jak na filmach w przód biegł...
Zapytaj tu Serbów i Macedończyków...
Kosowian zapytaj, a nie polityków
Co tu - manipuluj, a tam - modyfikuj...
Obywatele mówią o ryzyku...
Mówią o wyniku... Mówią o wyścigu zbrojeń
Mówią to, a ja się tu instynktu boję
Kiedy wycieram stalowy pistolet... Ładuję naboje...
Syreny zawyją, bojową godzinę... Prywatny karabin mam i amunicję
Bo kiedy tu przyjdą po moją rodzinę, wiem, że nie pomoże nam żaden oficjel
Nim cyjanowodoru i żelazo hemu gazami nam wypalą gardło
A rakietami pogaszą światło... Czekam jak na samozapłon!
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
Na filmach widziałem krajobraz po boju i niebo zielone tak - od spadochronów
Widziałem na filmach też wojska w konwoju i w prośbach o sojusz
I tak od porodu, może do rozwodu wierzyłem, że to czas pokoju. A nie gra pozorów...
Gdy byłem dzieciakiem, bawiłem się w wojnę i byłem jak żołnierz
Z ołowiu, plastiku, na koniu, jakkolwiek... Widziałem w tym glorię, nie zbrodnię
Gdy byłem dzieciakiem, nieraz na dywanie, wjeżdżałem we wroga czołgiem
Bo nie wiedziałem, że jeden człowiek, to tyle planów, marzeń, wspomnień...
Jako nastolatek, bawiłem się w wojnę, z paroma rówieśnikami, a drewniany karabin, z niekończącymi się nabojami, nie ranił nas...
Jako nastolatek robiłem zasieki z gałęzi, a nieśmiertelniki to były rzemyki na piersi
Jak posyłaliśmy pociski do siebie seriami, nie było agresji tam...
Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było łez i ran...
Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było śmierci tam...
Ta! Ta! Ta! Ta!
Dziś, kiedy dorosłem, to miewam sen o tym, że otwieram oczy
W pokoju, na łóżku i nie mam sufitu... Pod niebem niebieskich ciał...
Po huku ciężkich dział
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
W szkole koledzy, a po szkole za blokiem konflikt zbrojny...
Już wtedy, te szczeniaki to psy wojny. Jak sobie to przypomnisz: zwolnij!
Kasztany, to były granaty w kieszeniach spodni - mieliśmy siniaki od nich, ziomki
Głośniki i diody plastikowej broni, uruchamiał włącznik i prawdziwy front był!
Ukryte nad butem plastikowe ostrze, wyimaginowane rany kłute...
Gałąź służyła za wyrzutnię – moździerz, niszczyła z udawanym hukiem
Kiedy ostrzeliwaliśmy tę wioskę, w której schowany nasz wróg jest...
Potem szeregowiec czekał na śmigłowiec, a kiedy lądował, każdy jak na filmach w przód biegł...
Zapytaj tu Serbów i Macedończyków...
Kosowian zapytaj, a nie polityków
Co tu - manipuluj, a tam - modyfikuj...
Obywatele mówią o ryzyku...
Mówią o wyniku... Mówią o wyścigu zbrojeń
Mówią to, a ja się tu instynktu boję
Kiedy wycieram stalowy pistolet... Ładuję naboje...
Syreny zawyją, bojową godzinę... Prywatny karabin mam i amunicję
Bo kiedy tu przyjdą po moją rodzinę, wiem, że nie pomoże nam żaden oficjel
Nim cyjanowodoru i żelazo hemu gazami nam wypalą gardło
A rakietami pogaszą światło... Czekam jak na samozapłon!
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
⏱️ Synced Lyrics
[00:16.45] Gdy byłem dzieciakiem, rodzice mówili mi: "to czas pokoju"
[00:19.65] Na filmach widziałem krajobraz po boju i niebo zielone tak - od spadochronów
[00:23.18] Widziałem na filmach też wojska w konwoju i w prośbach o sojusz
[00:25.66] I tak od porodu, może do rozwodu wierzyłem, że to czas pokoju. A nie gra pozorów...
[00:30.10] Gdy byłem dzieciakiem, bawiłem się w wojnę i byłem jak żołnierz
[00:33.82] Z ołowiu, plastiku, na koniu, jakkolwiek... Widziałem w tym glorię, nie zbrodnię
[00:37.08] Gdy byłem dzieciakiem, nieraz na dywanie, wjeżdżałem we wroga czołgiem
[00:40.83] Bo nie wiedziałem, że jeden człowiek, to tyle planów, marzeń, wspomnień...
[00:45.58] Jako nastolatek, bawiłem się w wojnę, z paroma rówieśnikami, a drewniany karabin, z niekończącymi się nabojami, nie ranił nas...
[00:52.55] Jako nastolatek robiłem zasieki z gałęzi, a nieśmiertelniki to były rzemyki na piersi
[00:56.53] Jak posyłaliśmy pociski do siebie seriami, nie było agresji tam...
[01:00.68] Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było łez i ran...
[01:03.07] Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było śmierci tam...
[01:05.35] Ta! Ta! Ta! Ta!
[01:06.16] Dziś, kiedy dorosłem, to miewam sen o tym, że otwieram oczy
[01:09.07] W pokoju, na łóżku i nie mam sufitu... Pod niebem niebieskich ciał...
[01:12.26] Po huku ciężkich dział
[01:14.67] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[01:18.33] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[01:22.09] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[01:25.53] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[01:29.16] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[01:32.74] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[01:36.28] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[01:40.03] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[01:44.63] Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
[01:51.85] Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
[01:58.91] Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
[02:06.08] Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
[02:12.77] W szkole koledzy, a po szkole za blokiem konflikt zbrojny...
[02:15.62] Już wtedy, te szczeniaki to psy wojny. Jak sobie to przypomnisz: zwolnij!
[02:19.43] Kasztany, to były granaty w kieszeniach spodni - mieliśmy siniaki od nich, ziomki
[02:23.52] Głośniki i diody plastikowej broni, uruchamiał włącznik i prawdziwy front był!
[02:27.32] Ukryte nad butem plastikowe ostrze, wyimaginowane rany kłute...
[02:31.09] Gałąź służyła za wyrzutnię – moździerz, niszczyła z udawanym hukiem
[02:34.42] Kiedy ostrzeliwaliśmy tę wioskę, w której schowany nasz wróg jest...
[02:37.53] Potem szeregowiec czekał na śmigłowiec, a kiedy lądował, każdy jak na filmach w przód biegł...
[02:41.88] Zapytaj tu Serbów i Macedończyków...
[02:43.85] Kosowian zapytaj, a nie polityków
[02:45.63] Co tu - manipuluj, a tam - modyfikuj...
[02:47.32] Obywatele mówią o ryzyku...
[02:49.49] Mówią o wyniku... Mówią o wyścigu zbrojeń
[02:51.79] Mówią to, a ja się tu instynktu boję
[02:54.01] Kiedy wycieram stalowy pistolet... Ładuję naboje...
[02:56.63] Syreny zawyją, bojową godzinę... Prywatny karabin mam i amunicję
[03:00.46] Bo kiedy tu przyjdą po moją rodzinę, wiem, że nie pomoże nam żaden oficjel
[03:03.96] Nim cyjanowodoru i żelazo hemu gazami nam wypalą gardło
[03:07.19] A rakietami pogaszą światło... Czekam jak na samozapłon!
[03:10.73] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[03:14.49] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[03:18.09] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[03:21.87] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[03:25.53] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[03:28.94] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[03:32.54] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[03:36.18] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[03:40.76] Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
[03:47.90] Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
[03:55.59] Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
[04:02.24] Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
[04:10.16] Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
[04:17.11] Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
[04:24.67] Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
[04:31.69] Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
[04:40.32]
[00:19.65] Na filmach widziałem krajobraz po boju i niebo zielone tak - od spadochronów
[00:23.18] Widziałem na filmach też wojska w konwoju i w prośbach o sojusz
[00:25.66] I tak od porodu, może do rozwodu wierzyłem, że to czas pokoju. A nie gra pozorów...
[00:30.10] Gdy byłem dzieciakiem, bawiłem się w wojnę i byłem jak żołnierz
[00:33.82] Z ołowiu, plastiku, na koniu, jakkolwiek... Widziałem w tym glorię, nie zbrodnię
[00:37.08] Gdy byłem dzieciakiem, nieraz na dywanie, wjeżdżałem we wroga czołgiem
[00:40.83] Bo nie wiedziałem, że jeden człowiek, to tyle planów, marzeń, wspomnień...
[00:45.58] Jako nastolatek, bawiłem się w wojnę, z paroma rówieśnikami, a drewniany karabin, z niekończącymi się nabojami, nie ranił nas...
[00:52.55] Jako nastolatek robiłem zasieki z gałęzi, a nieśmiertelniki to były rzemyki na piersi
[00:56.53] Jak posyłaliśmy pociski do siebie seriami, nie było agresji tam...
[01:00.68] Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było łez i ran...
[01:03.07] Ta! Ta! Ta! Ta! Nie było śmierci tam...
[01:05.35] Ta! Ta! Ta! Ta!
[01:06.16] Dziś, kiedy dorosłem, to miewam sen o tym, że otwieram oczy
[01:09.07] W pokoju, na łóżku i nie mam sufitu... Pod niebem niebieskich ciał...
[01:12.26] Po huku ciężkich dział
[01:14.67] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[01:18.33] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[01:22.09] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[01:25.53] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[01:29.16] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[01:32.74] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[01:36.28] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[01:40.03] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[01:44.63] Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
[01:51.85] Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
[01:58.91] Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
[02:06.08] Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
[02:12.77] W szkole koledzy, a po szkole za blokiem konflikt zbrojny...
[02:15.62] Już wtedy, te szczeniaki to psy wojny. Jak sobie to przypomnisz: zwolnij!
[02:19.43] Kasztany, to były granaty w kieszeniach spodni - mieliśmy siniaki od nich, ziomki
[02:23.52] Głośniki i diody plastikowej broni, uruchamiał włącznik i prawdziwy front był!
[02:27.32] Ukryte nad butem plastikowe ostrze, wyimaginowane rany kłute...
[02:31.09] Gałąź służyła za wyrzutnię – moździerz, niszczyła z udawanym hukiem
[02:34.42] Kiedy ostrzeliwaliśmy tę wioskę, w której schowany nasz wróg jest...
[02:37.53] Potem szeregowiec czekał na śmigłowiec, a kiedy lądował, każdy jak na filmach w przód biegł...
[02:41.88] Zapytaj tu Serbów i Macedończyków...
[02:43.85] Kosowian zapytaj, a nie polityków
[02:45.63] Co tu - manipuluj, a tam - modyfikuj...
[02:47.32] Obywatele mówią o ryzyku...
[02:49.49] Mówią o wyniku... Mówią o wyścigu zbrojeń
[02:51.79] Mówią to, a ja się tu instynktu boję
[02:54.01] Kiedy wycieram stalowy pistolet... Ładuję naboje...
[02:56.63] Syreny zawyją, bojową godzinę... Prywatny karabin mam i amunicję
[03:00.46] Bo kiedy tu przyjdą po moją rodzinę, wiem, że nie pomoże nam żaden oficjel
[03:03.96] Nim cyjanowodoru i żelazo hemu gazami nam wypalą gardło
[03:07.19] A rakietami pogaszą światło... Czekam jak na samozapłon!
[03:10.73] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[03:14.49] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[03:18.09] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[03:21.87] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[03:25.53] Czasami o tym, a czasem o tamtym... Aromat kawy, smak czekolady...
[03:28.94] Gala brzydoty... Pałace pogardy... Ramiona władzy... Panteon sławy...
[03:32.54] Zapach psychozy... Pacjent otwarty... Krajobraz naczyń... Aerokształty...
[03:36.18] Zasady wojny... Angaże do armii... Grad ognia maszyn... Ameno martwym
[03:40.76] Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
[03:47.90] Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
[03:55.59] Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
[04:02.24] Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
[04:10.16] Karabiny z drewna, próchnieją w mroku starych szaf!
[04:17.11] Nikt już o nich nie pamięta... Przesiewamy przez palce czas...
[04:24.67] Karabiny z drewna, przyniosły huk żelaznych dział...
[04:31.69] Spełnia się przepowiednia... Biją w tarabany. Wróg u bram!
[04:40.32]