Proces Spalania
🎵 2641 characters
⏱️ 3:32 duration
🆔 ID: 12257048
📜 Lyrics
Znów mogę być tu tysiąc wniosków wysnuć
Kilka deklaracji jakie dałem wziąć w cudzysłów
Gorzkich słów nie mam też żalu ani grama
Świat uniewinniony w twórczym procesie spalania
Wszystko z dymem album w rynek wbijam klinem
Trwa klęska urodzaju walka o każdy centymetr
Powiedzże się mylę rozbudziłem ich apetyt
Nigdy o to nie prosiłem byłem głosem tych osiedli
Mam własne bletki wysoki poziom we krwi
Dystans do siebie będą za mną się wlekli
Siedliska dekadencji moja stała strefa działań
Podejrzana klientela nisko zatrudniony palacz
O mnie się nie martw ziom ja nie mam złudzeń
Co dobre zbieram w trudzie taki pojebany schemat
Tracę hajs dumę tracę zdolność myślenia
Rozumiem czas szukać nowych rzeczy do stracenia
Na starcie zawsze czuję tylko chłód i niedowierzanie spojrzeń
W które potem wepchnę podziw lub lęk
Proces zatacza krąg znów choć nie wygasną wszystkie ognie
Muszę wciąż podpalić jeszcze tyle miejsc
Puszczą mnie z ogniem za próg nie wiedzą że znam każdy podstęp
Myślą że zgasnę jak mi zabiorą tlen
Puszczą mnie z ogniem za próg ciekawi tego co przyniosę
Każdy z nich jak ja chce spełnić własny sen
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie
Piszę na głodzie nagrywam na haju
Jak sezonowe wypalanie traw w całym kraju
Zostawiam żyzne zgliszcza nieobecnością świecę
Kością niezgody jestem gościem od czystych zleceń
Pretensje przyniosłem tu coś więcej
Niż najlepsze jointy i gotowość do wyrzeczeń
Nie chcę cię wyprowadzać z błędu dalej lecę
Jeśli masz mnie za legendę co z uśmiechem kosi becel
Jest nieźle farta dostałem a priori
Boczne drogi długie bletki żaden marsz na OLIS
Rzucam hasz na stolik u Cremersa w Den Haag
I jedyne co mnie boli że jesteśmy tu od święta
To nie ta liga ziomek wybacz trochę luzu
Rapu nie kojarzę jakoś z przerzucaniem gruzu
To nie mój styl życie gorzkie i nijakie
W moim pachnie słodki dym razem z Issey Miyake
Na starcie zawsze czuję tylko chłód i niedowierzanie spojrzeń
W które potem wepchnę podziw lub lęk
Proces zatacza krąg znów choć nie wygasną wszystkie ognie
Muszę wciąż podpalić jeszcze tyle miejsc
Puszczą mnie z ogniem za próg nie wiedzą że znam każdy podstęp
Myślą że zgasnę jak mi zabiorą tlen
Puszczą mnie z ogniem za próg ciekawi tego co przyniosę
Każdy z nich jak ja chce spełnić własny sen
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie
Kilka deklaracji jakie dałem wziąć w cudzysłów
Gorzkich słów nie mam też żalu ani grama
Świat uniewinniony w twórczym procesie spalania
Wszystko z dymem album w rynek wbijam klinem
Trwa klęska urodzaju walka o każdy centymetr
Powiedzże się mylę rozbudziłem ich apetyt
Nigdy o to nie prosiłem byłem głosem tych osiedli
Mam własne bletki wysoki poziom we krwi
Dystans do siebie będą za mną się wlekli
Siedliska dekadencji moja stała strefa działań
Podejrzana klientela nisko zatrudniony palacz
O mnie się nie martw ziom ja nie mam złudzeń
Co dobre zbieram w trudzie taki pojebany schemat
Tracę hajs dumę tracę zdolność myślenia
Rozumiem czas szukać nowych rzeczy do stracenia
Na starcie zawsze czuję tylko chłód i niedowierzanie spojrzeń
W które potem wepchnę podziw lub lęk
Proces zatacza krąg znów choć nie wygasną wszystkie ognie
Muszę wciąż podpalić jeszcze tyle miejsc
Puszczą mnie z ogniem za próg nie wiedzą że znam każdy podstęp
Myślą że zgasnę jak mi zabiorą tlen
Puszczą mnie z ogniem za próg ciekawi tego co przyniosę
Każdy z nich jak ja chce spełnić własny sen
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie
Piszę na głodzie nagrywam na haju
Jak sezonowe wypalanie traw w całym kraju
Zostawiam żyzne zgliszcza nieobecnością świecę
Kością niezgody jestem gościem od czystych zleceń
Pretensje przyniosłem tu coś więcej
Niż najlepsze jointy i gotowość do wyrzeczeń
Nie chcę cię wyprowadzać z błędu dalej lecę
Jeśli masz mnie za legendę co z uśmiechem kosi becel
Jest nieźle farta dostałem a priori
Boczne drogi długie bletki żaden marsz na OLIS
Rzucam hasz na stolik u Cremersa w Den Haag
I jedyne co mnie boli że jesteśmy tu od święta
To nie ta liga ziomek wybacz trochę luzu
Rapu nie kojarzę jakoś z przerzucaniem gruzu
To nie mój styl życie gorzkie i nijakie
W moim pachnie słodki dym razem z Issey Miyake
Na starcie zawsze czuję tylko chłód i niedowierzanie spojrzeń
W które potem wepchnę podziw lub lęk
Proces zatacza krąg znów choć nie wygasną wszystkie ognie
Muszę wciąż podpalić jeszcze tyle miejsc
Puszczą mnie z ogniem za próg nie wiedzą że znam każdy podstęp
Myślą że zgasnę jak mi zabiorą tlen
Puszczą mnie z ogniem za próg ciekawi tego co przyniosę
Każdy z nich jak ja chce spełnić własny sen
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie
Mój naturalny końcowy efekt
Twój naturalny haj start w tym procesie