Za daleki odlot (feat. Sylwia Dynek, Białas)
🎵 4075 characters
⏱️ 5:07 duration
🆔 ID: 12377909
📜 Lyrics
Środek lata, znów latam po mieście
Tu Chmielna, Śródmieście, mieszkałem tu, wiesz gdzie
Gdzie burdel, gdzie MONAR za bramą
Przez wizjer lukałem o szóstej tu codziennie rano
Młody dzik, miasto krzyczy jak nikt
O pół litra wyborowej i o samary w kit
Otwieram drzwi znowu we śnie, tam siedzę na krześle
I dwóch typów pyta, "Kurwa skąd nam papugę weźmiesz?"
Budzi mnie bezdech, wiem gdzie jestem
Ale dajcie mi kurwa powietrze
Wreszcie przełykam ślinę jakbym przełykał pestkę
Albo cały gruz, który walą na Mazowieckiej
Ogarnij bestię, która się wierci
Choć te wszystkie klisze na zawsze zostaną w pamięci
Myślę o życiu - nigdy o śmierci
Choć u kogoś anioł stróż się dziś odwróci na pięcie
Szybki oddech pierdolony obłęd
Klatka po klatce na jawie te fobie
Duszę się, wyrzyguję emocje
Miasto serwuje od lat za duże porcje
Szybki oddech nieba ombre
Głodny stróż tych myśli ciągle
Sen na jawie, głód odurzeń
Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
Puste oczy, pusty dom, pusta kieszeń, tylko dłoń
Na samarkę, wysyp to - evviva l'arte
Słysze w głowie jakieś krzyki - to nie głupie żarty
Ten mój ziomek to tu śpi czy może już jest martwy?
Ale zaraz - tu nikogo nie ma po za mną
Ja pierdolę, rzygam tym, co widzę tak jak polaroid
Serce bije ledwo boje się, że zaraz stanie w miejscu
Więc poza kontrolą sypie nową, żeby pomóc sercu
Nie poznałem życia bez skazy
Jestem ojcem niepowodzeń, co dzień żywię urazy
Nawet teraz, gdy każdy ziom se życie poukładał
Ich cieszą rzeczy tak małe, że ja ich nie zauważam
Kryształowa plaża, morze wódy
Dupa z którą nie mieszkam, a pierzemy swoje brudy to mój azyl
Ona po odwyku, a ja pojebany
Także o czym my w ogóle rozmawiamy?
Szybki oddech pierdolony obłęd
Klatka po klatce na jawie te fobie
Duszę się, wyrzyguję emocje
Miasto serwuje od lat za duże porcje
Szybki oddech nieba ombre
Głodny stróż tych myśli ciągle
Sen na jawie, głód odurzeń
Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
Siemano smutasy!
Sztuki na telefon, to nie jointy
Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
Cały lokal sztywny i porażony prądem
Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
Małolaci myślą, że są Los Sicarios
Skacze po mieście, jak Mario
Prawie się toczę, docieram na autopilocie
Wjeżdża talerz tutaj, nie wiem jak się mówi
Ona też za to chce mi dać buzi
Be-do-gie na barze srogo buli, pogubiłem ludzi
Ona coś bełkocze, że mam dziary jak mudżin
To nie oryginał, to gruzin
Szczena robi crusin, pewnie myśli, że ma dobrą pussy
Z japy Ratchet, a ja z japy Jacek
Najebany tego to bym nie wymówił raczej
Co ja tu poradzę, napierdalam Shota Arveladze
Potem do hotelu zaprowadzę
W drodze tu zarzucam cukierka - fazer
Będzie pryskane, nie gazem, na razie
Sztuki na telefon, to nie jointy
Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
Cały lokal sztywny i porażony prądem
Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
Małolaci myślą, że są Los Sicarios
Skacze po mieście, jak Mario
Prawie się toczę, docieram na autopilocie
Typy tu walą ściechy jak od Kabat do Młocin
I tylko jak będzie chciał przejść ktoś Cie może przeprosi
Na rogu stoją ludzie w kapturach, to Eskimosi
Co ze śnieżnych brył, budują domek letniskowy
Twoja mała obsługuje cała klikę
Potem nie czuje mordy jak ten z The Weekend
Ale zajarana fejmem chce, żebym ją przejął
Oczywiście zna jedynie kawałek z Matheo
Życie, ale czasem trzeba działać szybko
I brzydkie kaczątko wziąć pod złamane skrzydło
Przynajmniej wiem, że nie leci na PLNY lala
Bo zostawiła u mnie swoje PLNY lala
Sztuki na telefon, to nie jointy
Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
Cały lokal sztywny i porażony prądem
Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
Małolaci myślą, że są Los Sicarios
Skacze po mieście, jak Mario
Prawie się toczę, docieram na autopilocie
Tu Chmielna, Śródmieście, mieszkałem tu, wiesz gdzie
Gdzie burdel, gdzie MONAR za bramą
Przez wizjer lukałem o szóstej tu codziennie rano
Młody dzik, miasto krzyczy jak nikt
O pół litra wyborowej i o samary w kit
Otwieram drzwi znowu we śnie, tam siedzę na krześle
I dwóch typów pyta, "Kurwa skąd nam papugę weźmiesz?"
Budzi mnie bezdech, wiem gdzie jestem
Ale dajcie mi kurwa powietrze
Wreszcie przełykam ślinę jakbym przełykał pestkę
Albo cały gruz, który walą na Mazowieckiej
Ogarnij bestię, która się wierci
Choć te wszystkie klisze na zawsze zostaną w pamięci
Myślę o życiu - nigdy o śmierci
Choć u kogoś anioł stróż się dziś odwróci na pięcie
Szybki oddech pierdolony obłęd
Klatka po klatce na jawie te fobie
Duszę się, wyrzyguję emocje
Miasto serwuje od lat za duże porcje
Szybki oddech nieba ombre
Głodny stróż tych myśli ciągle
Sen na jawie, głód odurzeń
Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
Puste oczy, pusty dom, pusta kieszeń, tylko dłoń
Na samarkę, wysyp to - evviva l'arte
Słysze w głowie jakieś krzyki - to nie głupie żarty
Ten mój ziomek to tu śpi czy może już jest martwy?
Ale zaraz - tu nikogo nie ma po za mną
Ja pierdolę, rzygam tym, co widzę tak jak polaroid
Serce bije ledwo boje się, że zaraz stanie w miejscu
Więc poza kontrolą sypie nową, żeby pomóc sercu
Nie poznałem życia bez skazy
Jestem ojcem niepowodzeń, co dzień żywię urazy
Nawet teraz, gdy każdy ziom se życie poukładał
Ich cieszą rzeczy tak małe, że ja ich nie zauważam
Kryształowa plaża, morze wódy
Dupa z którą nie mieszkam, a pierzemy swoje brudy to mój azyl
Ona po odwyku, a ja pojebany
Także o czym my w ogóle rozmawiamy?
Szybki oddech pierdolony obłęd
Klatka po klatce na jawie te fobie
Duszę się, wyrzyguję emocje
Miasto serwuje od lat za duże porcje
Szybki oddech nieba ombre
Głodny stróż tych myśli ciągle
Sen na jawie, głód odurzeń
Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
Siemano smutasy!
Sztuki na telefon, to nie jointy
Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
Cały lokal sztywny i porażony prądem
Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
Małolaci myślą, że są Los Sicarios
Skacze po mieście, jak Mario
Prawie się toczę, docieram na autopilocie
Wjeżdża talerz tutaj, nie wiem jak się mówi
Ona też za to chce mi dać buzi
Be-do-gie na barze srogo buli, pogubiłem ludzi
Ona coś bełkocze, że mam dziary jak mudżin
To nie oryginał, to gruzin
Szczena robi crusin, pewnie myśli, że ma dobrą pussy
Z japy Ratchet, a ja z japy Jacek
Najebany tego to bym nie wymówił raczej
Co ja tu poradzę, napierdalam Shota Arveladze
Potem do hotelu zaprowadzę
W drodze tu zarzucam cukierka - fazer
Będzie pryskane, nie gazem, na razie
Sztuki na telefon, to nie jointy
Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
Cały lokal sztywny i porażony prądem
Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
Małolaci myślą, że są Los Sicarios
Skacze po mieście, jak Mario
Prawie się toczę, docieram na autopilocie
Typy tu walą ściechy jak od Kabat do Młocin
I tylko jak będzie chciał przejść ktoś Cie może przeprosi
Na rogu stoją ludzie w kapturach, to Eskimosi
Co ze śnieżnych brył, budują domek letniskowy
Twoja mała obsługuje cała klikę
Potem nie czuje mordy jak ten z The Weekend
Ale zajarana fejmem chce, żebym ją przejął
Oczywiście zna jedynie kawałek z Matheo
Życie, ale czasem trzeba działać szybko
I brzydkie kaczątko wziąć pod złamane skrzydło
Przynajmniej wiem, że nie leci na PLNY lala
Bo zostawiła u mnie swoje PLNY lala
Sztuki na telefon, to nie jointy
Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
Cały lokal sztywny i porażony prądem
Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
Małolaci myślą, że są Los Sicarios
Skacze po mieście, jak Mario
Prawie się toczę, docieram na autopilocie
⏱️ Synced Lyrics
[00:21.28] Środek lata, znów latam po mieście
[00:23.47] Tu Chmielna, Śródmieście, mieszkałem tu, wiesz gdzie
[00:26.12] Gdzie burdel, gdzie MONAR za bramą
[00:27.92] Przez wizjer lukałem o szóstej tu codziennie rano
[00:31.37] Młody dzik, miasto krzyczy jak nikt
[00:33.86] O pół litra wyborowej i o samary w kit
[00:36.14] Otwieram drzwi znowu we śnie, tam siedzę na krześle
[00:39.36] I dwóch typów pyta, "Kurwa skąd nam papugę weźmiesz?"
[00:42.31] Budzi mnie bezdech, wiem gdzie jestem
[00:44.26] Ale dajcie mi kurwa powietrze
[00:47.18] Wreszcie przełykam ślinę jakbym przełykał pestkę
[00:49.86] Albo cały gruz, który walą na Mazowieckiej
[00:52.45] Ogarnij bestię, która się wierci
[00:55.33] Choć te wszystkie klisze na zawsze zostaną w pamięci
[00:57.84] Myślę o życiu - nigdy o śmierci
[01:00.10] Choć u kogoś anioł stróż się dziś odwróci na pięcie
[01:03.88] Szybki oddech pierdolony obłęd
[01:06.54] Klatka po klatce na jawie te fobie
[01:08.49] Duszę się, wyrzyguję emocje
[01:10.93] Miasto serwuje od lat za duże porcje
[01:13.99] Szybki oddech nieba ombre
[01:16.91] Głodny stróż tych myśli ciągle
[01:19.26] Sen na jawie, głód odurzeń
[01:22.25] Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
[01:24.46] Puste oczy, pusty dom, pusta kieszeń, tylko dłoń
[01:27.12] Na samarkę, wysyp to - evviva l'arte
[01:29.95] Słysze w głowie jakieś krzyki - to nie głupie żarty
[01:32.53] Ten mój ziomek to tu śpi czy może już jest martwy?
[01:35.22] Ale zaraz - tu nikogo nie ma po za mną
[01:37.84] Ja pierdolę, rzygam tym, co widzę tak jak polaroid
[01:40.40] Serce bije ledwo boje się, że zaraz stanie w miejscu
[01:42.90] Więc poza kontrolą sypie nową, żeby pomóc sercu
[01:45.51] Nie poznałem życia bez skazy
[01:47.52] Jestem ojcem niepowodzeń, co dzień żywię urazy
[01:50.53] Nawet teraz, gdy każdy ziom se życie poukładał
[01:52.99] Ich cieszą rzeczy tak małe, że ja ich nie zauważam
[01:55.98] Kryształowa plaża, morze wódy
[01:57.87] Dupa z którą nie mieszkam, a pierzemy swoje brudy to mój azyl
[02:00.85] Ona po odwyku, a ja pojebany
[02:04.20] Także o czym my w ogóle rozmawiamy?
[02:06.53] Szybki oddech pierdolony obłęd
[02:09.14] Klatka po klatce na jawie te fobie
[02:12.47] Duszę się, wyrzyguję emocje
[02:14.69] Miasto serwuje od lat za duże porcje
[02:17.28] Szybki oddech nieba ombre
[02:19.70] Głodny stróż tych myśli ciągle
[02:22.59] Sen na jawie, głód odurzeń
[02:25.46] Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
[02:28.11]
[02:38.35] Siemano smutasy!
[02:42.59] Sztuki na telefon, to nie jointy
[02:44.19] Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
[02:47.53] Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
[02:49.50] Cały lokal sztywny i porażony prądem
[02:51.86] Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
[02:53.59] Małolaci myślą, że są Los Sicarios
[02:56.47] Skacze po mieście, jak Mario
[02:59.29] Prawie się toczę, docieram na autopilocie
[03:01.84] Wjeżdża talerz tutaj, nie wiem jak się mówi
[03:04.10] Ona też za to chce mi dać buzi
[03:05.81] Be-do-gie na barze srogo buli, pogubiłem ludzi
[03:09.29] Ona coś bełkocze, że mam dziary jak mudżin
[03:11.81] To nie oryginał, to gruzin
[03:13.62] Szczena robi crusin, pewnie myśli, że ma dobrą pussy
[03:16.30] Z japy Ratchet, a ja z japy Jacek
[03:18.93] Najebany tego to bym nie wymówił raczej
[03:21.55] Co ja tu poradzę, napierdalam Shota Arveladze
[03:24.50] Potem do hotelu zaprowadzę
[03:26.32] W drodze tu zarzucam cukierka - fazer
[03:28.52] Będzie pryskane, nie gazem, na razie
[03:31.25] Sztuki na telefon, to nie jointy
[03:33.42] Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
[03:36.36] Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
[03:38.60] Cały lokal sztywny i porażony prądem
[03:40.89] Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
[03:42.95] Małolaci myślą, że są Los Sicarios
[03:45.38] Skacze po mieście, jak Mario
[03:47.89] Prawie się toczę, docieram na autopilocie
[03:50.85] Typy tu walą ściechy jak od Kabat do Młocin
[03:53.04] I tylko jak będzie chciał przejść ktoś Cie może przeprosi
[03:55.44] Na rogu stoją ludzie w kapturach, to Eskimosi
[03:57.94] Co ze śnieżnych brył, budują domek letniskowy
[04:00.24] Twoja mała obsługuje cała klikę
[04:02.58] Potem nie czuje mordy jak ten z The Weekend
[04:05.74] Ale zajarana fejmem chce, żebym ją przejął
[04:07.91] Oczywiście zna jedynie kawałek z Matheo
[04:10.57] Życie, ale czasem trzeba działać szybko
[04:13.12] I brzydkie kaczątko wziąć pod złamane skrzydło
[04:15.42] Przynajmniej wiem, że nie leci na PLNY lala
[04:17.64] Bo zostawiła u mnie swoje PLNY lala
[04:20.37] Sztuki na telefon, to nie jointy
[04:22.07] Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
[04:25.09] Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
[04:27.68] Cały lokal sztywny i porażony prądem
[04:29.62] Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
[04:31.73] Małolaci myślą, że są Los Sicarios
[04:34.38] Skacze po mieście, jak Mario
[04:36.68] Prawie się toczę, docieram na autopilocie
[04:40.70]
[00:23.47] Tu Chmielna, Śródmieście, mieszkałem tu, wiesz gdzie
[00:26.12] Gdzie burdel, gdzie MONAR za bramą
[00:27.92] Przez wizjer lukałem o szóstej tu codziennie rano
[00:31.37] Młody dzik, miasto krzyczy jak nikt
[00:33.86] O pół litra wyborowej i o samary w kit
[00:36.14] Otwieram drzwi znowu we śnie, tam siedzę na krześle
[00:39.36] I dwóch typów pyta, "Kurwa skąd nam papugę weźmiesz?"
[00:42.31] Budzi mnie bezdech, wiem gdzie jestem
[00:44.26] Ale dajcie mi kurwa powietrze
[00:47.18] Wreszcie przełykam ślinę jakbym przełykał pestkę
[00:49.86] Albo cały gruz, który walą na Mazowieckiej
[00:52.45] Ogarnij bestię, która się wierci
[00:55.33] Choć te wszystkie klisze na zawsze zostaną w pamięci
[00:57.84] Myślę o życiu - nigdy o śmierci
[01:00.10] Choć u kogoś anioł stróż się dziś odwróci na pięcie
[01:03.88] Szybki oddech pierdolony obłęd
[01:06.54] Klatka po klatce na jawie te fobie
[01:08.49] Duszę się, wyrzyguję emocje
[01:10.93] Miasto serwuje od lat za duże porcje
[01:13.99] Szybki oddech nieba ombre
[01:16.91] Głodny stróż tych myśli ciągle
[01:19.26] Sen na jawie, głód odurzeń
[01:22.25] Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
[01:24.46] Puste oczy, pusty dom, pusta kieszeń, tylko dłoń
[01:27.12] Na samarkę, wysyp to - evviva l'arte
[01:29.95] Słysze w głowie jakieś krzyki - to nie głupie żarty
[01:32.53] Ten mój ziomek to tu śpi czy może już jest martwy?
[01:35.22] Ale zaraz - tu nikogo nie ma po za mną
[01:37.84] Ja pierdolę, rzygam tym, co widzę tak jak polaroid
[01:40.40] Serce bije ledwo boje się, że zaraz stanie w miejscu
[01:42.90] Więc poza kontrolą sypie nową, żeby pomóc sercu
[01:45.51] Nie poznałem życia bez skazy
[01:47.52] Jestem ojcem niepowodzeń, co dzień żywię urazy
[01:50.53] Nawet teraz, gdy każdy ziom se życie poukładał
[01:52.99] Ich cieszą rzeczy tak małe, że ja ich nie zauważam
[01:55.98] Kryształowa plaża, morze wódy
[01:57.87] Dupa z którą nie mieszkam, a pierzemy swoje brudy to mój azyl
[02:00.85] Ona po odwyku, a ja pojebany
[02:04.20] Także o czym my w ogóle rozmawiamy?
[02:06.53] Szybki oddech pierdolony obłęd
[02:09.14] Klatka po klatce na jawie te fobie
[02:12.47] Duszę się, wyrzyguję emocje
[02:14.69] Miasto serwuje od lat za duże porcje
[02:17.28] Szybki oddech nieba ombre
[02:19.70] Głodny stróż tych myśli ciągle
[02:22.59] Sen na jawie, głód odurzeń
[02:25.46] Wachlarz wszystkich marnych złudzeń
[02:28.11]
[02:38.35] Siemano smutasy!
[02:42.59] Sztuki na telefon, to nie jointy
[02:44.19] Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
[02:47.53] Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
[02:49.50] Cały lokal sztywny i porażony prądem
[02:51.86] Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
[02:53.59] Małolaci myślą, że są Los Sicarios
[02:56.47] Skacze po mieście, jak Mario
[02:59.29] Prawie się toczę, docieram na autopilocie
[03:01.84] Wjeżdża talerz tutaj, nie wiem jak się mówi
[03:04.10] Ona też za to chce mi dać buzi
[03:05.81] Be-do-gie na barze srogo buli, pogubiłem ludzi
[03:09.29] Ona coś bełkocze, że mam dziary jak mudżin
[03:11.81] To nie oryginał, to gruzin
[03:13.62] Szczena robi crusin, pewnie myśli, że ma dobrą pussy
[03:16.30] Z japy Ratchet, a ja z japy Jacek
[03:18.93] Najebany tego to bym nie wymówił raczej
[03:21.55] Co ja tu poradzę, napierdalam Shota Arveladze
[03:24.50] Potem do hotelu zaprowadzę
[03:26.32] W drodze tu zarzucam cukierka - fazer
[03:28.52] Będzie pryskane, nie gazem, na razie
[03:31.25] Sztuki na telefon, to nie jointy
[03:33.42] Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
[03:36.36] Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
[03:38.60] Cały lokal sztywny i porażony prądem
[03:40.89] Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
[03:42.95] Małolaci myślą, że są Los Sicarios
[03:45.38] Skacze po mieście, jak Mario
[03:47.89] Prawie się toczę, docieram na autopilocie
[03:50.85] Typy tu walą ściechy jak od Kabat do Młocin
[03:53.04] I tylko jak będzie chciał przejść ktoś Cie może przeprosi
[03:55.44] Na rogu stoją ludzie w kapturach, to Eskimosi
[03:57.94] Co ze śnieżnych brył, budują domek letniskowy
[04:00.24] Twoja mała obsługuje cała klikę
[04:02.58] Potem nie czuje mordy jak ten z The Weekend
[04:05.74] Ale zajarana fejmem chce, żebym ją przejął
[04:07.91] Oczywiście zna jedynie kawałek z Matheo
[04:10.57] Życie, ale czasem trzeba działać szybko
[04:13.12] I brzydkie kaczątko wziąć pod złamane skrzydło
[04:15.42] Przynajmniej wiem, że nie leci na PLNY lala
[04:17.64] Bo zostawiła u mnie swoje PLNY lala
[04:20.37] Sztuki na telefon, to nie jointy
[04:22.07] Wstawia moje hooki pod fotami, kiedy wychodzi w piątek
[04:25.09] Dzisiaj nie puszczę, mów mi Wayne Wonder
[04:27.68] Cały lokal sztywny i porażony prądem
[04:29.62] Będzie Lot, będzie zło, będzie tarło
[04:31.73] Małolaci myślą, że są Los Sicarios
[04:34.38] Skacze po mieście, jak Mario
[04:36.68] Prawie się toczę, docieram na autopilocie
[04:40.70]