Home 🎬 Bollywood 🎵 Pakistani 🎤 English Pop

Landszaft Z Kropla Krwi

👤 Jacek Kaczmarski 🎼 Mimochodem ⏱️ 3:26
🎵 1745 characters
⏱️ 3:26 duration
🆔 ID: 13134196

📜 Lyrics

Za oknem jest łąka, jak dżungla obfita
Źdźbeł, liści i łodyg w labirynt poryta
Przez niezmordowane dżdżownice.
Za łąką - jezioro, w jeziorze dzieciaki
Pluskają się co dzień bez celu, dla draki,
By drżeć mieli o co rodzice.

Jezioro się kończy łagodnym wzniesieniem,
Na którym się pasą pod wieczór jelenie
I kosiarz się zmierzchem zachłyśnie.
Wzniesieniem przesuwa się brzytwa liliowa
I kroplą po ostrzu jej spływa krwi owal,
Gdy przetnie już słońce - jak wiśnię.

Psy milkną, dzieciaki przestają rozrabiać,
W szuwarach histeria panoszy się żabia
I tryton w akwarium zamiera...
I ty - nagle cicha - nie spuszczasz mnie z oka,
W bezruchu twych ramion jest prośba głęboka,
Bym blisko był - tutaj i teraz.

To noc tylko - mówię - nie pierwsza... - przerywasz,
Na usta dłoń kładziesz, kapłanka żarliwa,
Bym w złą czegoś nie rzekł godzinę.
Objęta - w przeczutą wsłuchujesz się grozę,
Za ścianą świat miota się w telewizorze
Na własną się łaszcząc padlinę.

Za oknem nic nie ma, nic nie ma, nic nie ma!
Więc trzymam się ciebie rękami obiema,
By wiedzieć, że chociaż ty jesteś.
I toczy nas noc po przepaściach ciemności,
Splecionych jak węże w znak nieskończoności,
Swych skór ogłuszone szelestem.

Podwójne nam tętno godziny odmierza,
Leżymy pośrodku rybiego pęcherza
I ciemne unosi nas morze.
Nie od nas zależy, co z nami się stanie,
Więc ujrzeć próbuję na drżącej membranie
Zmierzch, łąkę i dzieci w jeziorze.

Za błoną się wiją płomieni jelita,
Krtań ognia zmiażdżone dżdżownice połyka,
Aż przestrzeń od żaru drga.
I pęka nasz pęcherz, jak mydlana bańka...
Leżymy bezbronni na dłoni poranka
Nie w mocy, by cieszyć się z dnia.

⏱️ Synced Lyrics

[00:27.06] Za oknem jest łąka, jak dżungla obfita
[00:29.81] Źdźbeł, liści i łodyg w labirynt poryta
[00:32.89] Przez niezmordowane dżdżownice.
[00:35.83] Za łąką - jezioro, w jeziorze dzieciaki
[00:39.12] Pluskają się co dzień bez celu, dla draki,
[00:42.07] By drżeć mieli o co rodzice.
[00:45.42] Jezioro się kończy łagodnym wzniesieniem,
[00:47.73] Na którym się pasą pod wieczór jelenie
[00:51.34] I kosiarz się zmierzchem zachłyśnie.
[00:54.53] Wzniesieniem przesuwa się brzytwa liliowa
[00:57.39] I kroplą po ostrzu jej spływa krwi owal,
[01:00.59] Gdy przetnie już słońce - jak wiśnię.
[01:08.89] Psy milkną, dzieciaki przestają rozrabiać,
[01:11.87] W szuwarach histeria panoszy się żabia
[01:15.26] I tryton w akwarium zamiera...
[01:17.53] I ty - nagle cicha - nie spuszczasz mnie z oka,
[01:21.24] W bezruchu twych ramion jest prośba głęboka,
[01:24.34] Bym blisko był - tutaj i teraz.
[01:28.02] To noc tylko - mówię - nie pierwsza... - przerywasz,
[01:30.67] Na usta dłoń kładziesz, kapłanka żarliwa,
[01:33.78] Bym w złą czegoś nie rzekł godzinę.
[01:37.20] Objęta - w przeczutą wsłuchujesz się grozę,
[01:40.34] Za ścianą świat miota się w telewizorze
[01:43.10] Na własną się łaszcząc padlinę.
[01:52.37] Za oknem nic nie ma, nic nie ma, nic nie ma!
[01:54.96] Więc trzymam się ciebie rękami obiema,
[01:57.97] By wiedzieć, że chociaż ty jesteś.
[02:01.87] I toczy nas noc po przepaściach ciemności,
[02:04.43] Splecionych jak węże w znak nieskończoności,
[02:08.00] Swych skór ogłuszone szelestem.
[02:10.93] Podwójne nam tętno godziny odmierza,
[02:14.20] Leżymy pośrodku rybiego pęcherza
[02:17.13] I ciemne unosi nas morze.
[02:20.73] Nie od nas zależy, co z nami się stanie,
[02:23.34] Więc ujrzeć próbuję na drżącej membranie
[02:28.14] Zmierzch, łąkę i dzieci w jeziorze.
[02:37.12] Za błoną się wiją płomieni jelita,
[02:40.46] Krtań ognia zmiażdżone dżdżownice połyka,
[02:43.08] Aż przestrzeń od żaru drga.
[02:49.26] I pęka nasz pęcherz, jak mydlana bańka...
[02:51.89] Leżymy bezbronni na dłoni poranka
[02:54.97] Nie w mocy, by cieszyć się z dnia.
[03:00.55]

⭐ Rate These Lyrics

Average: 0.0/5 • 0 ratings