Śpiew murów
🎵 1556 characters
⏱️ 4:27 duration
🆔 ID: 13305495
📜 Lyrics
Nocą, gdy miasto odpłynie w sen trzeci
A niebo czarną przewiążę się chmurą
Wstań bezszelestnie, jak czynią to dzieci
I konchę ucha tak przyłóż do murów
Zaledwie westchniesz, a już cię doleci
Z samego dołu pięter klawiaturą
W szumach i szmerach skłębionej zamieci
Minionych istnień bolesny głos chóru
"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
Pniemy się nocą na dachy i sen
Tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz
Nucąc wrześniami żałobny nasz tren"
- Biegłam rankiem po chleb do piekarni
(a chleba dotąd czekają tam w domu)
A ja leże z koszykiem bezradnie
Tuż za rogiem, nieznana nikomu
- Właśnie ręką chwytałem za granat
Żeby czołgi przywitać nim celnie
Ziemia była spękana, zorana
Nagle świat mi się zaćmił śmiertelnie.
- Myśmy obie wyniosły na noszach
Jeszcze kocem okryły mu nogi
Bo krzyczeli dokoła, że pożar.
Ja na świstku pisałam "Mój drogi..."
"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
Pniemy się nocą na dachy i sen
Tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz
Nucąc wrześniami żałobny nasz tren"
Słuchaj tych głosów żałosnych żarliwie
Nim brzask poranny uciszy je w niebie
I nowe miasto w napiętej cięciwie
Dni tryumfalnych na nowo pogrzebie
Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
Ocalon zostały w tragicznej potrzebie
Byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
I żył za tamtych i za siebie lepiej
Jak nie kochać strzaskanych tych murów
Tego miasta, co nocą odpływa
Kiedy obie z grackiego marmuru -
I umarła Warszawa, i żywa
I umarła Warszawa, i żywa
A niebo czarną przewiążę się chmurą
Wstań bezszelestnie, jak czynią to dzieci
I konchę ucha tak przyłóż do murów
Zaledwie westchniesz, a już cię doleci
Z samego dołu pięter klawiaturą
W szumach i szmerach skłębionej zamieci
Minionych istnień bolesny głos chóru
"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
Pniemy się nocą na dachy i sen
Tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz
Nucąc wrześniami żałobny nasz tren"
- Biegłam rankiem po chleb do piekarni
(a chleba dotąd czekają tam w domu)
A ja leże z koszykiem bezradnie
Tuż za rogiem, nieznana nikomu
- Właśnie ręką chwytałem za granat
Żeby czołgi przywitać nim celnie
Ziemia była spękana, zorana
Nagle świat mi się zaćmił śmiertelnie.
- Myśmy obie wyniosły na noszach
Jeszcze kocem okryły mu nogi
Bo krzyczeli dokoła, że pożar.
Ja na świstku pisałam "Mój drogi..."
"Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
Pniemy się nocą na dachy i sen
Tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz
Nucąc wrześniami żałobny nasz tren"
Słuchaj tych głosów żałosnych żarliwie
Nim brzask poranny uciszy je w niebie
I nowe miasto w napiętej cięciwie
Dni tryumfalnych na nowo pogrzebie
Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
Ocalon zostały w tragicznej potrzebie
Byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
I żył za tamtych i za siebie lepiej
Jak nie kochać strzaskanych tych murów
Tego miasta, co nocą odpływa
Kiedy obie z grackiego marmuru -
I umarła Warszawa, i żywa
I umarła Warszawa, i żywa