Home 🎬 Bollywood 🎵 Pakistani 🎤 English Pop

Zazdro

👤 Deys 🎼 IMPRIMATUR (12/15) ⏱️ 3:42
🎵 3094 characters
⏱️ 3:42 duration
🆔 ID: 13944031

📜 Lyrics

Zwykła domówka, piąty z siedmiu
W który cyklicznie mocno liczysz
Kumpel ma pannę, a liże tu inną
Tłumaczy, że tylko się przejęzyczył
Z jego języka tu mogę wyczytać, że wypierały go prochy i czysta
Już nie oceniam, niech se jego łapy
Lądują ponownie na kolejnych cyckach

W kuchni sypią ścieżki, chociaż z ilości wygląda jak drogi
Stoję, smakuję i znowu wyglądam jak marny, słaby autostopowicz
Leją tu po wszystkim, co szkliste i byleby nie płytkie
Czekam tu na kodę więc trunki na razie przezroczyste
W sumie to prawie ta pora by była, patrzę w telefon i brakuje infa
Pewnie obsuwa, nieznajoma dupa
Chce robić se ze mną tu fotki na Insta
Instaluję Walker z lodem, bo na trzeźwo ciężko z nimi
Mogłabyś już być tu przecież, bo mam słaby defence, kminisz?

Dobra, może ostatnia i styknie? Browar pewnie poprawi kondycję
Szlugi wchodzą jak Tom na wyspę
Tony z muzyki nie dają pomyśleć
Przecież wydzwaniać nawet nie myślę
Jebana duma wykreśla precyzję
Która odsącza wkurwienie i niknie jedyna opcja na słuszną decyzję

I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
Nie ma zazdrości, która nie połamie moich kolan
Może charakter, albo któreś zmysły mówią
Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?
I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
Nie ma zazdrości, która nie przestrzeli moich kolan
Może charakter, albo któreś zmysły mówią
Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?

Wiesz, prawie popadam do stanów już, gdzie
Traci równowagę stróż anioł i cień
Ślepy od światła jak w The ulice
Robię tu z siebie aptekę, nie lek
Zadeklarowana monogamia, ale polifonia w pożądaniach
Zawsze zakłóca zasięgi czy przysięgi, w których się rozdrabniasz
Chodzę, a z życia mam tylko, że patrzę
Już między ludźmi mam tylko przepaście
Leją po mordach się typy już, fajnie
Że zawiesiłem się na nich na razie

W końcu SMS i znowu nie ona
I teraz to właśnie się kończę stopować
Kolejne shoty i kolejne worki
To wszystko, co zaczyna mnie absorbować
Jakaś mi płacze, że słabo z chłopakiem
Że tak w ogóle, to ja chyba raper
Zagrania takie, że się nie połapiesz
Czy jeszcze gadacie, czy lecicie w parter
Niebieski kolor nakurwia do drzwi
Przecież nie chyba spóźniony Kieślowski

Ale właściciel podejście ma takie
Że Morse'em odpukać chce im wiadomości
Balet jest mocny, stajemy na palcach
Jutro mam zaspać, albo nie wstawać
Chwytam telefon, rozpieprzam o ścianę
I teraz to pozdro, jak będziesz mnie łapać
Wizja się maże jak szczyl na plastyce
I pewnie już wiszę na moralnej pętli
Nie wiem, że rano obudzę się, widząc
Jak płaczesz i po prostu przede mną siedzisz

I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
Nie ma zazdrości, która nie połamie moich kolan
Może charakter, albo któreś zmysły mówią
Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?
I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
Nie ma zazdrości, która nie przestrzeli moich kolan
Może charakter, albo któreś zmysły mówią
Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?

⏱️ Synced Lyrics

[00:14.81] Zwykła domówka, piąty z siedmiu
[00:17.98] W który cyklicznie mocno liczysz
[00:19.70] Kumpel ma pannę, a liże tu inną
[00:21.55] Tłumaczy, że tylko się przejęzyczył
[00:23.85] Z jego języka tu mogę wyczytać, że wypierały go prochy i czysta
[00:28.15] Już nie oceniam, niech se jego łapy
[00:29.95] Lądują ponownie na kolejnych cyckach
[00:31.98] W kuchni sypią ścieżki, chociaż z ilości wygląda jak drogi
[00:35.83] Stoję, smakuję i znowu wyglądam jak marny, słaby autostopowicz
[00:39.43] Leją tu po wszystkim, co szkliste i byleby nie płytkie
[00:43.83] Czekam tu na kodę więc trunki na razie przezroczyste
[00:48.18] W sumie to prawie ta pora by była, patrzę w telefon i brakuje infa
[00:51.73] Pewnie obsuwa, nieznajoma dupa
[00:53.50] Chce robić se ze mną tu fotki na Insta
[00:55.62] Instaluję Walker z lodem, bo na trzeźwo ciężko z nimi
[00:59.73] Mogłabyś już być tu przecież, bo mam słaby defence, kminisz?
[01:03.68] Dobra, może ostatnia i styknie? Browar pewnie poprawi kondycję
[01:07.57] Szlugi wchodzą jak Tom na wyspę
[01:09.85] Tony z muzyki nie dają pomyśleć
[01:11.69] Przecież wydzwaniać nawet nie myślę
[01:13.73] Jebana duma wykreśla precyzję
[01:15.87] Która odsącza wkurwienie i niknie jedyna opcja na słuszną decyzję
[01:19.66] I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
[01:24.05] Nie ma zazdrości, która nie połamie moich kolan
[01:27.83] Może charakter, albo któreś zmysły mówią
[01:31.95] Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?
[01:36.04] I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
[01:39.90] Nie ma zazdrości, która nie przestrzeli moich kolan
[01:44.06] Może charakter, albo któreś zmysły mówią
[01:48.17] Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?
[01:51.51] Wiesz, prawie popadam do stanów już, gdzie
[01:53.68] Traci równowagę stróż anioł i cień
[01:55.45] Ślepy od światła jak w The ulice
[01:57.21] Robię tu z siebie aptekę, nie lek
[01:59.53] Zadeklarowana monogamia, ale polifonia w pożądaniach
[02:03.91] Zawsze zakłóca zasięgi czy przysięgi, w których się rozdrabniasz
[02:07.57] Chodzę, a z życia mam tylko, że patrzę
[02:09.39] Już między ludźmi mam tylko przepaście
[02:11.70] Leją po mordach się typy już, fajnie
[02:13.69] Że zawiesiłem się na nich na razie
[02:15.52] W końcu SMS i znowu nie ona
[02:17.53] I teraz to właśnie się kończę stopować
[02:19.69] Kolejne shoty i kolejne worki
[02:21.95] To wszystko, co zaczyna mnie absorbować
[02:23.74] Jakaś mi płacze, że słabo z chłopakiem
[02:25.50] Że tak w ogóle, to ja chyba raper
[02:27.89] Zagrania takie, że się nie połapiesz
[02:29.62] Czy jeszcze gadacie, czy lecicie w parter
[02:31.48] Niebieski kolor nakurwia do drzwi
[02:33.66] Przecież nie chyba spóźniony Kieślowski
[02:35.62] Ale właściciel podejście ma takie
[02:37.71] Że Morse'em odpukać chce im wiadomości
[02:39.52] Balet jest mocny, stajemy na palcach
[02:41.89] Jutro mam zaspać, albo nie wstawać
[02:43.87] Chwytam telefon, rozpieprzam o ścianę
[02:45.65] I teraz to pozdro, jak będziesz mnie łapać
[02:47.44] Wizja się maże jak szczyl na plastyce
[02:50.01] I pewnie już wiszę na moralnej pętli
[02:51.55] Nie wiem, że rano obudzę się, widząc
[02:53.60] Jak płaczesz i po prostu przede mną siedzisz
[02:55.78] I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
[02:59.86] Nie ma zazdrości, która nie połamie moich kolan
[03:03.78] Może charakter, albo któreś zmysły mówią
[03:08.44] Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?
[03:11.78] I nie zrozumiem nigdy, jakim cudem to pokonać
[03:15.92] Nie ma zazdrości, która nie przestrzeli moich kolan
[03:19.55] Może charakter, albo któreś zmysły mówią
[03:23.96] Że zaufanie tylko zamaskuje prawdę brudną?
[03:28.11]

⭐ Rate These Lyrics

Average: 0.0/5 • 0 ratings