Prymityw
🎵 1936 characters
⏱️ 3:04 duration
🆔 ID: 1933736
📜 Lyrics
Prymityw kiedyś podjął decyzję męską
Zszedł z drzewa oświecony inteligencją
Jego pierwsze narzędzie, jak pismo powiada
To kawał kija którym zarąbał sąsiada
Potem tylko było lepiej bo robił podboje
Wymyślił pieniądze, zakuł swój łeb w zbroje
Wymyślił proch, wymyślił zapis słów
I metodę zwiększania populacji wdów
Znów jego myśl na wyżyny się wzniosła
Doniosła chwila kiedy świętym został
Najpierw w imię kasy rąbał, potem już w imię Boże
Trudno orzec w imię czego było gorzej
Zdobywał bogactwa i hodował stada
Stada jego potomków zaczęły się zjadać
By temu zapobiec doszli do porozumienia
I poszli zabijać tych z innego plemienia
Skąd przychodzimy?
Dokąd idziemy?
Nie będzie nam lepiej
Gdy się dowiemy
Bo wciąż ten sam prymityw w nas siedzi
Chcemy pięknych kłamstw
A nie odpowiedzi!
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Nie ma w tym krzty przesady, nasz wspólny przodek
Robił różne świństwa by nie przymierać głodem
Chodziło o przetrwanie co jeszcze było w porządku
Gdy już się najadł, zaczęło się od początku
Gdy minęły chude lata zaczął liczyć się prestiż
I kto komu służy, i kto kiedy nie śpi by spać mógł ktoś inny
Więc kto kim będzie rządził?
Prymityw miał co robić nigdy walki nie skończył
Mijały lata, wieki, a on wciąż w nas żyje
Na sąsiada wciąż czeka z tym samym kijem
Ma dziś niby kulturę i na nauki polu osiągnięcia
Lecz to wciąż jest ten sam małpolud
Kij nowocześniejszy, lecz instynkty identyczne
Udupić bliźniego swego, oto główne wytyczne
Homo sapiens? Raczej samo hapiens.
O tyle istniej ile sam się nachapie
Skąd przychodzimy?
Dokąd idziemy?
Nie będzie nam lepiej
Gdy się dowiemy
Bo wciąż ten sam prymityw
W nas siedzi chcemy pięknych kłamstw
A nie odpowiedzi!
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Zszedł z drzewa oświecony inteligencją
Jego pierwsze narzędzie, jak pismo powiada
To kawał kija którym zarąbał sąsiada
Potem tylko było lepiej bo robił podboje
Wymyślił pieniądze, zakuł swój łeb w zbroje
Wymyślił proch, wymyślił zapis słów
I metodę zwiększania populacji wdów
Znów jego myśl na wyżyny się wzniosła
Doniosła chwila kiedy świętym został
Najpierw w imię kasy rąbał, potem już w imię Boże
Trudno orzec w imię czego było gorzej
Zdobywał bogactwa i hodował stada
Stada jego potomków zaczęły się zjadać
By temu zapobiec doszli do porozumienia
I poszli zabijać tych z innego plemienia
Skąd przychodzimy?
Dokąd idziemy?
Nie będzie nam lepiej
Gdy się dowiemy
Bo wciąż ten sam prymityw w nas siedzi
Chcemy pięknych kłamstw
A nie odpowiedzi!
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Nie ma w tym krzty przesady, nasz wspólny przodek
Robił różne świństwa by nie przymierać głodem
Chodziło o przetrwanie co jeszcze było w porządku
Gdy już się najadł, zaczęło się od początku
Gdy minęły chude lata zaczął liczyć się prestiż
I kto komu służy, i kto kiedy nie śpi by spać mógł ktoś inny
Więc kto kim będzie rządził?
Prymityw miał co robić nigdy walki nie skończył
Mijały lata, wieki, a on wciąż w nas żyje
Na sąsiada wciąż czeka z tym samym kijem
Ma dziś niby kulturę i na nauki polu osiągnięcia
Lecz to wciąż jest ten sam małpolud
Kij nowocześniejszy, lecz instynkty identyczne
Udupić bliźniego swego, oto główne wytyczne
Homo sapiens? Raczej samo hapiens.
O tyle istniej ile sam się nachapie
Skąd przychodzimy?
Dokąd idziemy?
Nie będzie nam lepiej
Gdy się dowiemy
Bo wciąż ten sam prymityw
W nas siedzi chcemy pięknych kłamstw
A nie odpowiedzi!
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?
Skąd przychodzimy?