jan kochanowski
🎵 2769 characters
⏱️ 5:30 duration
🆔 ID: 20535453
📜 Lyrics
Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało
Za nic mamy co mamy, więcej by się chciało
A przecież ni nam życia, ni geniuszu starcza
By skorzystać z bogactwa jeno duszy skarbca
Za to ciało gnębimy, jakby wieczne było
Krwią wojenny trud płaci, potem zrasza miłość
Aż i w końcu niezdatne do snu ni kielicha
Trzeszczy, cieknie i tęchnie, wzdyma się i wzdycha
Nie zachwycą już nas wtedy szczodre dary Boże
Bośmy kochać to nawykli, z czego czerpać możem
Późno mądrość przychodzi
Czego pragnąć się godzi
Ale próżno żałować
Czego nie szło zachować
Późno mądrość przychodzi
Czego pragnąć się godzi
Ale próżno żałować
Czego nie szło zachować
Przypomina pergamin i cielęca skóra
Że i drzewiej wiedziano, co dziś skrobią pióra
Krom grosiwa i jadła, i chybkiej obłapki
Zawżdy człeka kusiły te same zagadki
Po swojemu się każdy ze Stwórcą pasował
A co siebie nadręczył, innym krwi popsował
Własnym myślom nie ufał, życie sobie zbrzydził
Bał się swojego strachu i wstydu się wstydził
Lubo jako my się cieszył, czym? Nie miał pojęcia
I umierał taki mądry, jak był w czas poczęcia
Żak profesorom krzywy
Martwych nie słucha żywy
Nie wyciągają wnuki
Z życia dziadów nauki
Żak profesorom krzywy
Martwych nie słucha żywy
Nie wyciągają wnuki
Z życia dziadów nauki
Kto cnotami znudzony, nieufny nadziei
Swoich kroków niepewny, do dworu się klei
Tam wśród podobnych sobie może się wyszumieć
A przy tym w nic nie wierzyć, niczego nie umieć
Prałat karci opojów, sam jeszcze czerwony
Złodziej potrząsa kluczem do skarbca Korony
Kanclerz wspiera sojusze na ościennym żołdzie
A mędrcy przed głupotą łby schylają w hołdzie
Wiem, bo byłem sekretarzem u króla do czasu
Gdy wolałem się pokłonić władzy Czarnolasu
Dwór ma swoje zalety
Po komnatach, kobiety
W radach szlachta zasiada
Jeno nie ma z kim gadać
Dwór ma swoje zalety
Po komnatach, kobiety
W radach szlachta zasiada
Jeno nie ma z kim gadać
Kto i bawić się umiał, i nie bał się myśleć
Temu starość niestraszna pod lipowym liściem
Miło dumać wśród brzęku pszczół nad bytowaniem
Czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie!
Czy w powszechnej niezgodzie kraj się znów pogrąży
Czy się księgę ostatnią w druku ujrzeć zdąży
Która gwiazda na niebie moja, ta co spada
Czy ta nad widnokręgiem, co jutrzenką włada?
Tylu bliskich i dalekich dzień po dniu odchodzi
A ja żyję w lat bogactwie, co mi schyłek słodzi
Im mniej cię co dzień, miodzie
Tym mi smakujesz słodziej
I słońcem i księżycem
Rozkoszą nienasyceń
Szczodrością moich dni
Dziękuję Ci
Im mniej cię co dzień, miodzie
Tym mi smakujesz słodziej
Szczodrością moich dni
Dziękuję Ci
Za nic mamy co mamy, więcej by się chciało
A przecież ni nam życia, ni geniuszu starcza
By skorzystać z bogactwa jeno duszy skarbca
Za to ciało gnębimy, jakby wieczne było
Krwią wojenny trud płaci, potem zrasza miłość
Aż i w końcu niezdatne do snu ni kielicha
Trzeszczy, cieknie i tęchnie, wzdyma się i wzdycha
Nie zachwycą już nas wtedy szczodre dary Boże
Bośmy kochać to nawykli, z czego czerpać możem
Późno mądrość przychodzi
Czego pragnąć się godzi
Ale próżno żałować
Czego nie szło zachować
Późno mądrość przychodzi
Czego pragnąć się godzi
Ale próżno żałować
Czego nie szło zachować
Przypomina pergamin i cielęca skóra
Że i drzewiej wiedziano, co dziś skrobią pióra
Krom grosiwa i jadła, i chybkiej obłapki
Zawżdy człeka kusiły te same zagadki
Po swojemu się każdy ze Stwórcą pasował
A co siebie nadręczył, innym krwi popsował
Własnym myślom nie ufał, życie sobie zbrzydził
Bał się swojego strachu i wstydu się wstydził
Lubo jako my się cieszył, czym? Nie miał pojęcia
I umierał taki mądry, jak był w czas poczęcia
Żak profesorom krzywy
Martwych nie słucha żywy
Nie wyciągają wnuki
Z życia dziadów nauki
Żak profesorom krzywy
Martwych nie słucha żywy
Nie wyciągają wnuki
Z życia dziadów nauki
Kto cnotami znudzony, nieufny nadziei
Swoich kroków niepewny, do dworu się klei
Tam wśród podobnych sobie może się wyszumieć
A przy tym w nic nie wierzyć, niczego nie umieć
Prałat karci opojów, sam jeszcze czerwony
Złodziej potrząsa kluczem do skarbca Korony
Kanclerz wspiera sojusze na ościennym żołdzie
A mędrcy przed głupotą łby schylają w hołdzie
Wiem, bo byłem sekretarzem u króla do czasu
Gdy wolałem się pokłonić władzy Czarnolasu
Dwór ma swoje zalety
Po komnatach, kobiety
W radach szlachta zasiada
Jeno nie ma z kim gadać
Dwór ma swoje zalety
Po komnatach, kobiety
W radach szlachta zasiada
Jeno nie ma z kim gadać
Kto i bawić się umiał, i nie bał się myśleć
Temu starość niestraszna pod lipowym liściem
Miło dumać wśród brzęku pszczół nad bytowaniem
Czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie!
Czy w powszechnej niezgodzie kraj się znów pogrąży
Czy się księgę ostatnią w druku ujrzeć zdąży
Która gwiazda na niebie moja, ta co spada
Czy ta nad widnokręgiem, co jutrzenką włada?
Tylu bliskich i dalekich dzień po dniu odchodzi
A ja żyję w lat bogactwie, co mi schyłek słodzi
Im mniej cię co dzień, miodzie
Tym mi smakujesz słodziej
I słońcem i księżycem
Rozkoszą nienasyceń
Szczodrością moich dni
Dziękuję Ci
Im mniej cię co dzień, miodzie
Tym mi smakujesz słodziej
Szczodrością moich dni
Dziękuję Ci
⏱️ Synced Lyrics
[00:09.59] Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało
[00:14.43] Za nic mamy co mamy, więcej by się chciało
[00:19.12] A przecież ni nam życia, ni geniuszu starcza
[00:24.47] By skorzystać z bogactwa jeno duszy skarbca
[00:30.69] Za to ciało gnębimy, jakby wieczne było
[00:35.30] Krwią wojenny trud płaci, potem zrasza miłość
[00:40.52] Aż i w końcu niezdatne do snu ni kielicha
[00:45.32] Trzeszczy, cieknie i tęchnie, wzdyma się i wzdycha
[00:50.32] Nie zachwycą już nas wtedy szczodre dary Boże
[00:55.40] Bośmy kochać to nawykli, z czego czerpać możem
[01:00.79] Późno mądrość przychodzi
[01:03.16] Czego pragnąć się godzi
[01:05.76] Ale próżno żałować
[01:07.94] Czego nie szło zachować
[01:10.61] Późno mądrość przychodzi
[01:13.27] Czego pragnąć się godzi
[01:15.61] Ale próżno żałować
[01:17.92] Czego nie szło zachować
[01:24.04] Przypomina pergamin i cielęca skóra
[01:29.04] Że i drzewiej wiedziano, co dziś skrobią pióra
[01:33.91] Krom grosiwa i jadła, i chybkiej obłapki
[01:38.85] Zawżdy człeka kusiły te same zagadki
[01:45.18] Po swojemu się każdy ze Stwórcą pasował
[01:50.03] A co siebie nadręczył, innym krwi popsował
[01:54.86] Własnym myślom nie ufał, życie sobie zbrzydził
[01:59.95] Bał się swojego strachu i wstydu się wstydził
[02:04.89] Lubo jako my się cieszył, czym? Nie miał pojęcia
[02:09.82] I umierał taki mądry, jak był w czas poczęcia
[02:14.76] Żak profesorom krzywy
[02:17.47] Martwych nie słucha żywy
[02:20.05] Nie wyciągają wnuki
[02:22.06] Z życia dziadów nauki
[02:24.60] Żak profesorom krzywy
[02:27.48] Martwych nie słucha żywy
[02:29.83] Nie wyciągają wnuki
[02:32.10] Z życia dziadów nauki
[02:38.17] Kto cnotami znudzony, nieufny nadziei
[02:43.05] Swoich kroków niepewny, do dworu się klei
[02:47.92] Tam wśród podobnych sobie może się wyszumieć
[02:52.50] A przy tym w nic nie wierzyć, niczego nie umieć
[02:58.85] Prałat karci opojów, sam jeszcze czerwony
[03:03.61] Złodziej potrząsa kluczem do skarbca Korony
[03:08.47] Kanclerz wspiera sojusze na ościennym żołdzie
[03:13.21] A mędrcy przed głupotą łby schylają w hołdzie
[03:18.16] Wiem, bo byłem sekretarzem u króla do czasu
[03:22.98] Gdy wolałem się pokłonić władzy Czarnolasu
[03:27.79] Dwór ma swoje zalety
[03:30.77] Po komnatach, kobiety
[03:32.80] W radach szlachta zasiada
[03:35.53] Jeno nie ma z kim gadać
[03:37.61] Dwór ma swoje zalety
[03:40.21] Po komnatach, kobiety
[03:42.68] W radach szlachta zasiada
[03:44.10] Jeno nie ma z kim gadać
[03:50.85] Kto i bawić się umiał, i nie bał się myśleć
[03:55.75] Temu starość niestraszna pod lipowym liściem
[04:00.65] Miło dumać wśród brzęku pszczół nad bytowaniem
[04:05.45] Czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie!
[04:11.58] Czy w powszechnej niezgodzie kraj się znów pogrąży
[04:16.33] Czy się księgę ostatnią w druku ujrzeć zdąży
[04:21.22] Która gwiazda na niebie moja, ta co spada
[04:26.03] Czy ta nad widnokręgiem, co jutrzenką włada?
[04:30.98] Tylu bliskich i dalekich dzień po dniu odchodzi
[04:35.93] A ja żyję w lat bogactwie, co mi schyłek słodzi
[04:40.80] Im mniej cię co dzień, miodzie
[04:43.63] Tym mi smakujesz słodziej
[04:46.03] I słońcem i księżycem
[04:48.78] Rozkoszą nienasyceń
[04:50.17] Szczodrością moich dni
[04:53.45] Dziękuję Ci
[04:55.49] Im mniej cię co dzień, miodzie
[04:58.34] Tym mi smakujesz słodziej
[05:00.67] Szczodrością moich dni
[05:03.57] Dziękuję Ci
[05:06.75]
[00:14.43] Za nic mamy co mamy, więcej by się chciało
[00:19.12] A przecież ni nam życia, ni geniuszu starcza
[00:24.47] By skorzystać z bogactwa jeno duszy skarbca
[00:30.69] Za to ciało gnębimy, jakby wieczne było
[00:35.30] Krwią wojenny trud płaci, potem zrasza miłość
[00:40.52] Aż i w końcu niezdatne do snu ni kielicha
[00:45.32] Trzeszczy, cieknie i tęchnie, wzdyma się i wzdycha
[00:50.32] Nie zachwycą już nas wtedy szczodre dary Boże
[00:55.40] Bośmy kochać to nawykli, z czego czerpać możem
[01:00.79] Późno mądrość przychodzi
[01:03.16] Czego pragnąć się godzi
[01:05.76] Ale próżno żałować
[01:07.94] Czego nie szło zachować
[01:10.61] Późno mądrość przychodzi
[01:13.27] Czego pragnąć się godzi
[01:15.61] Ale próżno żałować
[01:17.92] Czego nie szło zachować
[01:24.04] Przypomina pergamin i cielęca skóra
[01:29.04] Że i drzewiej wiedziano, co dziś skrobią pióra
[01:33.91] Krom grosiwa i jadła, i chybkiej obłapki
[01:38.85] Zawżdy człeka kusiły te same zagadki
[01:45.18] Po swojemu się każdy ze Stwórcą pasował
[01:50.03] A co siebie nadręczył, innym krwi popsował
[01:54.86] Własnym myślom nie ufał, życie sobie zbrzydził
[01:59.95] Bał się swojego strachu i wstydu się wstydził
[02:04.89] Lubo jako my się cieszył, czym? Nie miał pojęcia
[02:09.82] I umierał taki mądry, jak był w czas poczęcia
[02:14.76] Żak profesorom krzywy
[02:17.47] Martwych nie słucha żywy
[02:20.05] Nie wyciągają wnuki
[02:22.06] Z życia dziadów nauki
[02:24.60] Żak profesorom krzywy
[02:27.48] Martwych nie słucha żywy
[02:29.83] Nie wyciągają wnuki
[02:32.10] Z życia dziadów nauki
[02:38.17] Kto cnotami znudzony, nieufny nadziei
[02:43.05] Swoich kroków niepewny, do dworu się klei
[02:47.92] Tam wśród podobnych sobie może się wyszumieć
[02:52.50] A przy tym w nic nie wierzyć, niczego nie umieć
[02:58.85] Prałat karci opojów, sam jeszcze czerwony
[03:03.61] Złodziej potrząsa kluczem do skarbca Korony
[03:08.47] Kanclerz wspiera sojusze na ościennym żołdzie
[03:13.21] A mędrcy przed głupotą łby schylają w hołdzie
[03:18.16] Wiem, bo byłem sekretarzem u króla do czasu
[03:22.98] Gdy wolałem się pokłonić władzy Czarnolasu
[03:27.79] Dwór ma swoje zalety
[03:30.77] Po komnatach, kobiety
[03:32.80] W radach szlachta zasiada
[03:35.53] Jeno nie ma z kim gadać
[03:37.61] Dwór ma swoje zalety
[03:40.21] Po komnatach, kobiety
[03:42.68] W radach szlachta zasiada
[03:44.10] Jeno nie ma z kim gadać
[03:50.85] Kto i bawić się umiał, i nie bał się myśleć
[03:55.75] Temu starość niestraszna pod lipowym liściem
[04:00.65] Miło dumać wśród brzęku pszczół nad bytowaniem
[04:05.45] Czy się zboża wykłoszą, a czy kuśka stanie!
[04:11.58] Czy w powszechnej niezgodzie kraj się znów pogrąży
[04:16.33] Czy się księgę ostatnią w druku ujrzeć zdąży
[04:21.22] Która gwiazda na niebie moja, ta co spada
[04:26.03] Czy ta nad widnokręgiem, co jutrzenką włada?
[04:30.98] Tylu bliskich i dalekich dzień po dniu odchodzi
[04:35.93] A ja żyję w lat bogactwie, co mi schyłek słodzi
[04:40.80] Im mniej cię co dzień, miodzie
[04:43.63] Tym mi smakujesz słodziej
[04:46.03] I słońcem i księżycem
[04:48.78] Rozkoszą nienasyceń
[04:50.17] Szczodrością moich dni
[04:53.45] Dziękuję Ci
[04:55.49] Im mniej cię co dzień, miodzie
[04:58.34] Tym mi smakujesz słodziej
[05:00.67] Szczodrością moich dni
[05:03.57] Dziękuję Ci
[05:06.75]