Lema pami?ci kosmiczny pogrzeb
🎵 2253 characters
⏱️ 6:41 duration
🆔 ID: 20635976
📜 Lyrics
Czas umierać nastał, umieraj więc, trwogo
Żadne cię mury zatrzymać nie mogą
Niczego szpital w tobie nie przemieni
Boś planetą na niebie z księżycami swemi
Tknięty na umyśle tkwisz w czasu maszynie
Niczym ludzka larwa zaklęta w bursztynie
Mózg razy nieskończoność do entej potęgi
Trzeszczy przeciążony, niczym statku wręgi
Zapętlone wstęgi, miriady soczyste
Tyś w gnozie nie uwiądł, miał myślenie czyste
By diament się wykluł, eony mijają
Tyś codziennie znosił brylantowe jajo
Śpiewają Plejady, kipi Mleczna Droga
Tam na jej rozstaju pożegnalim Boga
Wczoraj z jutrem się miesza, dziecinnieje starzec
Wiosna, jesień, zima, luty, styczeń, marzec
O Władco Much, głosie Mego Pana
Summo Technologiae, tylko tobie znana
Ten rebus rozwiąże kto pod presją działa
Potęgą umysłu wesprze słabość ciała
Wszystko to woda, gmaź, trochę białka
Trze się to, mnoży, pożera i ciamka
Chłepce i chlipie drąc się w nieboskłony
Na pastwę, na życie sam pozostawiony
Tyś mi opowiadał o nieludzkiej przyldze
Boś ty był człowiekiem, gdzie mi szukać przyjdzie
Byłeś i po tobie kto mi bajkę powie
Choćbyś wszędzie umarł, nigdy w mojej głowie
Takeś się rozmnożył wtedy, w czasu pętli
Ile żeś natrudził by śrubę przykręcić
Bo choć tylu was było w tym kosmicznym domu
W sterach mutry przytrzymać wciąż nie było komu
Takeście się żarli, popadali w swary
Tyś jak Gabryjela wytykał przywary
Kosmiczna dulszczyzna, jądrowa głupota
Żadna przed tym wiatrem nie chroni kapota
Zabierz mnie ze sobą, ostawim ten padoł
Oddaj mnie czeluściom, zaprzedaj miriadom
Może się obejrzę – jeśli tak się stanie
To tylko dlatego, żeś tu miał mieszkanie
Stanisławie martwy, kukło twego ciała
Co żeś taki umysł przez życie chowała
Płoń teraz cierpliwie w ognistej kąpieli
Drugiego takiego już nie będziem mieli
Tyś pomysłów włóczniemi dościgać nie musiał
Starczy, byś do stołu przy maszynie usiadł
Już w galaktykę pędzą strzały chyże
Z tytanu i stali, bo na nic tam spiże
Leć pilocie Pirxie, przywieź mi nadzieję
Dobry to skafander, w niego się odzieję
Dzięki też losowi – życia twardej skale
Żem cię, Stanisławie, czytał w oryginale
Żadne cię mury zatrzymać nie mogą
Niczego szpital w tobie nie przemieni
Boś planetą na niebie z księżycami swemi
Tknięty na umyśle tkwisz w czasu maszynie
Niczym ludzka larwa zaklęta w bursztynie
Mózg razy nieskończoność do entej potęgi
Trzeszczy przeciążony, niczym statku wręgi
Zapętlone wstęgi, miriady soczyste
Tyś w gnozie nie uwiądł, miał myślenie czyste
By diament się wykluł, eony mijają
Tyś codziennie znosił brylantowe jajo
Śpiewają Plejady, kipi Mleczna Droga
Tam na jej rozstaju pożegnalim Boga
Wczoraj z jutrem się miesza, dziecinnieje starzec
Wiosna, jesień, zima, luty, styczeń, marzec
O Władco Much, głosie Mego Pana
Summo Technologiae, tylko tobie znana
Ten rebus rozwiąże kto pod presją działa
Potęgą umysłu wesprze słabość ciała
Wszystko to woda, gmaź, trochę białka
Trze się to, mnoży, pożera i ciamka
Chłepce i chlipie drąc się w nieboskłony
Na pastwę, na życie sam pozostawiony
Tyś mi opowiadał o nieludzkiej przyldze
Boś ty był człowiekiem, gdzie mi szukać przyjdzie
Byłeś i po tobie kto mi bajkę powie
Choćbyś wszędzie umarł, nigdy w mojej głowie
Takeś się rozmnożył wtedy, w czasu pętli
Ile żeś natrudził by śrubę przykręcić
Bo choć tylu was było w tym kosmicznym domu
W sterach mutry przytrzymać wciąż nie było komu
Takeście się żarli, popadali w swary
Tyś jak Gabryjela wytykał przywary
Kosmiczna dulszczyzna, jądrowa głupota
Żadna przed tym wiatrem nie chroni kapota
Zabierz mnie ze sobą, ostawim ten padoł
Oddaj mnie czeluściom, zaprzedaj miriadom
Może się obejrzę – jeśli tak się stanie
To tylko dlatego, żeś tu miał mieszkanie
Stanisławie martwy, kukło twego ciała
Co żeś taki umysł przez życie chowała
Płoń teraz cierpliwie w ognistej kąpieli
Drugiego takiego już nie będziem mieli
Tyś pomysłów włóczniemi dościgać nie musiał
Starczy, byś do stołu przy maszynie usiadł
Już w galaktykę pędzą strzały chyże
Z tytanu i stali, bo na nic tam spiże
Leć pilocie Pirxie, przywieź mi nadzieję
Dobry to skafander, w niego się odzieję
Dzięki też losowi – życia twardej skale
Żem cię, Stanisławie, czytał w oryginale
⏱️ Synced Lyrics
[00:25.95] Czas umierać nastał, umieraj więc, trwogo
[00:31.63] Żadne cię mury zatrzymać nie mogą
[00:37.32] Niczego szpital w tobie nie przemieni
[00:43.24] Boś planetą na niebie z księżycami swemi
[00:49.20] Tknięty na umyśle tkwisz w czasu maszynie
[00:55.30] Niczym ludzka larwa zaklęta w bursztynie
[01:00.81] Mózg razy nieskończoność do entej potęgi
[01:06.82] Trzeszczy przeciążony, niczym statku wręgi
[01:13.13] Zapętlone wstęgi, miriady soczyste
[01:18.69] Tyś w gnozie nie uwiądł, miał myślenie czyste
[01:24.58] By diament się wykluł, eony mijają
[01:29.97] Tyś codziennie znosił brylantowe jajo
[01:36.25] Śpiewają Plejady, kipi Mleczna Droga
[01:42.30] Tam na jej rozstaju pożegnalim Boga
[01:48.03] Wczoraj z jutrem się miesza, dziecinnieje starzec
[01:53.74] Wiosna, jesień, zima, luty, styczeń, marzec
[02:00.26] O Władco Much, głosie Mego Pana
[02:05.29] Summo Technologiae, tylko tobie znana
[02:11.18] Ten rebus rozwiąże kto pod presją działa
[02:17.50] Potęgą umysłu wesprze słabość ciała
[02:23.79] Wszystko to woda, gmaź, trochę białka
[02:29.56] Trze się to, mnoży, pożera i ciamka
[02:35.34] Chłepce i chlipie drąc się w nieboskłony
[02:41.09] Na pastwę, na życie sam pozostawiony
[02:47.59] Tyś mi opowiadał o nieludzkiej przyldze
[02:52.83] Boś ty był człowiekiem, gdzie mi szukać przyjdzie
[02:59.00] Byłeś i po tobie kto mi bajkę powie
[03:04.06] Choćbyś wszędzie umarł, nigdy w mojej głowie
[03:10.49] Takeś się rozmnożył wtedy, w czasu pętli
[03:16.97] Ile żeś natrudził by śrubę przykręcić
[03:22.69] Bo choć tylu was było w tym kosmicznym domu
[03:28.24] W sterach mutry przytrzymać wciąż nie było komu
[03:34.20] Takeście się żarli, popadali w swary
[03:39.71] Tyś jak Gabryjela wytykał przywary
[03:46.19] Kosmiczna dulszczyzna, jądrowa głupota
[03:51.41] Żadna przed tym wiatrem nie chroni kapota
[03:57.72] Zabierz mnie ze sobą, ostawim ten padoł
[04:03.80] Oddaj mnie czeluściom, zaprzedaj miriadom
[04:08.93] Może się obejrzę – jeśli tak się stanie
[04:14.95] To tylko dlatego, żeś tu miał mieszkanie
[04:20.80] Stanisławie martwy, kukło twego ciała
[04:27.02] Co żeś taki umysł przez życie chowała
[04:32.42] Płoń teraz cierpliwie w ognistej kąpieli
[04:38.26] Drugiego takiego już nie będziem mieli
[04:43.63] Tyś pomysłów włóczniemi dościgać nie musiał
[04:49.76] Starczy, byś do stołu przy maszynie usiadł
[04:55.20] Już w galaktykę pędzą strzały chyże
[05:01.10] Z tytanu i stali, bo na nic tam spiże
[05:06.55] Leć pilocie Pirxie, przywieź mi nadzieję
[05:12.38] Dobry to skafander, w niego się odzieję
[05:18.19] Dzięki też losowi – życia twardej skale
[05:23.65] Żem cię, Stanisławie, czytał w oryginale
[05:28.85]
[00:31.63] Żadne cię mury zatrzymać nie mogą
[00:37.32] Niczego szpital w tobie nie przemieni
[00:43.24] Boś planetą na niebie z księżycami swemi
[00:49.20] Tknięty na umyśle tkwisz w czasu maszynie
[00:55.30] Niczym ludzka larwa zaklęta w bursztynie
[01:00.81] Mózg razy nieskończoność do entej potęgi
[01:06.82] Trzeszczy przeciążony, niczym statku wręgi
[01:13.13] Zapętlone wstęgi, miriady soczyste
[01:18.69] Tyś w gnozie nie uwiądł, miał myślenie czyste
[01:24.58] By diament się wykluł, eony mijają
[01:29.97] Tyś codziennie znosił brylantowe jajo
[01:36.25] Śpiewają Plejady, kipi Mleczna Droga
[01:42.30] Tam na jej rozstaju pożegnalim Boga
[01:48.03] Wczoraj z jutrem się miesza, dziecinnieje starzec
[01:53.74] Wiosna, jesień, zima, luty, styczeń, marzec
[02:00.26] O Władco Much, głosie Mego Pana
[02:05.29] Summo Technologiae, tylko tobie znana
[02:11.18] Ten rebus rozwiąże kto pod presją działa
[02:17.50] Potęgą umysłu wesprze słabość ciała
[02:23.79] Wszystko to woda, gmaź, trochę białka
[02:29.56] Trze się to, mnoży, pożera i ciamka
[02:35.34] Chłepce i chlipie drąc się w nieboskłony
[02:41.09] Na pastwę, na życie sam pozostawiony
[02:47.59] Tyś mi opowiadał o nieludzkiej przyldze
[02:52.83] Boś ty był człowiekiem, gdzie mi szukać przyjdzie
[02:59.00] Byłeś i po tobie kto mi bajkę powie
[03:04.06] Choćbyś wszędzie umarł, nigdy w mojej głowie
[03:10.49] Takeś się rozmnożył wtedy, w czasu pętli
[03:16.97] Ile żeś natrudził by śrubę przykręcić
[03:22.69] Bo choć tylu was było w tym kosmicznym domu
[03:28.24] W sterach mutry przytrzymać wciąż nie było komu
[03:34.20] Takeście się żarli, popadali w swary
[03:39.71] Tyś jak Gabryjela wytykał przywary
[03:46.19] Kosmiczna dulszczyzna, jądrowa głupota
[03:51.41] Żadna przed tym wiatrem nie chroni kapota
[03:57.72] Zabierz mnie ze sobą, ostawim ten padoł
[04:03.80] Oddaj mnie czeluściom, zaprzedaj miriadom
[04:08.93] Może się obejrzę – jeśli tak się stanie
[04:14.95] To tylko dlatego, żeś tu miał mieszkanie
[04:20.80] Stanisławie martwy, kukło twego ciała
[04:27.02] Co żeś taki umysł przez życie chowała
[04:32.42] Płoń teraz cierpliwie w ognistej kąpieli
[04:38.26] Drugiego takiego już nie będziem mieli
[04:43.63] Tyś pomysłów włóczniemi dościgać nie musiał
[04:49.76] Starczy, byś do stołu przy maszynie usiadł
[04:55.20] Już w galaktykę pędzą strzały chyże
[05:01.10] Z tytanu i stali, bo na nic tam spiże
[05:06.55] Leć pilocie Pirxie, przywieź mi nadzieję
[05:12.38] Dobry to skafander, w niego się odzieję
[05:18.19] Dzięki też losowi – życia twardej skale
[05:23.65] Żem cię, Stanisławie, czytał w oryginale
[05:28.85]