Każdy ponad każdym
🎵 5821 characters
⏱️ 6:40 duration
🆔 ID: 2247530
📜 Lyrics
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni
Całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia
Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś
W okolicach śródmiejskich - północna część
SMS'a mu pisała, pomyślała że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz
Z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy
Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy
Ryszard taryfiarz nie zrzeszony w korporacji i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji
Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni
Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, Choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli
Teraz o nim, Rysio taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem
Wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie
Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie
Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz
Nie złapie nigdy już taksówki na ulicy, czadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi
Cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał
I znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może
I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego
Bo może być gorzej, to ona kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo pędem
I gna tera cierpem na komendę
Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
Wszyscy tu, niestety...
Na-na takie podejście brak mi słów
Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz
W pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego
Karol ma na imię, w plackach trochę robi
Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii
Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi
Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę
Ale cieszył się, że się ostały polskie złote, proszę Cię...
Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem "saluto" Patrol stołecznej policji
Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy
Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo
Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo
Przypasował im stuprocentowo, omyłkowo do opisu kogoś
Bluźnił, przepraszał, nawijał...
Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach
Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania
Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką
I chociaż staje kilku gości młodych
Bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz
Dla Grzesia wstrząs, Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią
Przecież dopiero, co przyjechałem
Tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli, tyle...
Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
Wszyscy tu, niestety...
Na-na takie podejście brak mi słów
Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz
Nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ
Jak zwykle statyści przyłazili jeść
I gdzieś koło czternastej - eureka - czaderski pomysł rzucił kolega
Wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli
Kto jest kto?
Rozwiązanie zagadki, posuchaj
Tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi
Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić
Konsumując, myślała że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą
Sam jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli
Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo
Dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo
Uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo
Dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni
Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni
Każdy ponad każdym, wszyscy najmądrzejsi
Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła
Bez pewności, ale wymierzyła palcem
Dziś była górą w nierównej walce
Dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami - ścierwo, myśli tak serio
Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął
I nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc - flashback i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc
Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było...
Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie
Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie
Psiku, kurwa jego mać, raz, dwa...
Powrót do rzeczywistości, przystanek pod pizzerią
Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle
Tymczasem Ryszard taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka
Obok Neoplan na przystanku się zatrzymał
Wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe
Rysiu odwrócił głowę i obcina
Każda ma dobrą nogę, bufe też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro...
Pochłaniając ostatniego gryza
Spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto
I właśnie wsiadał do taryfy
"Dokąd?" spytał Rychu i na tym zakończymy
Całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia
Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś
W okolicach śródmiejskich - północna część
SMS'a mu pisała, pomyślała że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz
Z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy
Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy
Ryszard taryfiarz nie zrzeszony w korporacji i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji
Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni
Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, Choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli
Teraz o nim, Rysio taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem
Wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie
Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie
Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz
Nie złapie nigdy już taksówki na ulicy, czadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi
Cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał
I znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może
I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego
Bo może być gorzej, to ona kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo pędem
I gna tera cierpem na komendę
Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
Wszyscy tu, niestety...
Na-na takie podejście brak mi słów
Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz
W pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego
Karol ma na imię, w plackach trochę robi
Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii
Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi
Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę
Ale cieszył się, że się ostały polskie złote, proszę Cię...
Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem "saluto" Patrol stołecznej policji
Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy
Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo
Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo
Przypasował im stuprocentowo, omyłkowo do opisu kogoś
Bluźnił, przepraszał, nawijał...
Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach
Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania
Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką
I chociaż staje kilku gości młodych
Bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz
Dla Grzesia wstrząs, Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią
Przecież dopiero, co przyjechałem
Tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli, tyle...
Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
Wszyscy tu, niestety...
Na-na takie podejście brak mi słów
Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz
Nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ
Jak zwykle statyści przyłazili jeść
I gdzieś koło czternastej - eureka - czaderski pomysł rzucił kolega
Wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli
Kto jest kto?
Rozwiązanie zagadki, posuchaj
Tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi
Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić
Konsumując, myślała że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą
Sam jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli
Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo
Dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo
Uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo
Dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni
Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni
Każdy ponad każdym, wszyscy najmądrzejsi
Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła
Bez pewności, ale wymierzyła palcem
Dziś była górą w nierównej walce
Dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami - ścierwo, myśli tak serio
Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął
I nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc - flashback i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc
Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było...
Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie
Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie
Psiku, kurwa jego mać, raz, dwa...
Powrót do rzeczywistości, przystanek pod pizzerią
Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle
Tymczasem Ryszard taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka
Obok Neoplan na przystanku się zatrzymał
Wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe
Rysiu odwrócił głowę i obcina
Każda ma dobrą nogę, bufe też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro...
Pochłaniając ostatniego gryza
Spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto
I właśnie wsiadał do taryfy
"Dokąd?" spytał Rychu i na tym zakończymy
⏱️ Synced Lyrics
[00:28.57] Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni
[00:31.33] Całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia
[00:33.98] Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś
[00:36.62] W okolicach śródmiejskich - północna część
[00:39.64] SMS'a mu pisała, pomyślała że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz
[00:44.82] Z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy
[00:50.41] Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy
[00:55.56] Ryszard taryfiarz nie zrzeszony w korporacji i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji
[01:00.96] Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni
[01:06.85] Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, Choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli
[01:12.11] Teraz o nim, Rysio taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem
[01:16.48] Wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie
[01:21.82] Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie
[01:26.99] Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz
[01:32.13] Nie złapie nigdy już taksówki na ulicy, czadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi
[01:37.52] Cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał
[01:41.07] I znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może
[01:45.09] I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego
[01:48.60] Bo może być gorzej, to ona kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo pędem
[01:53.51] I gna tera cierpem na komendę
[01:58.62] Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
[02:03.92] Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
[02:08.90] Wszyscy tu, niestety...
[02:10.89] Na-na takie podejście brak mi słów
[02:13.96]
[02:19.56] Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz
[02:24.96] W pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego
[02:30.14] Karol ma na imię, w plackach trochę robi
[02:32.61] Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii
[02:35.87] Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi
[02:40.11] Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę
[02:44.72] Ale cieszył się, że się ostały polskie złote, proszę Cię...
[02:48.34] Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem "saluto" Patrol stołecznej policji
[02:53.64] Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy
[02:56.41] Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo
[03:01.25] Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo
[03:04.38] Przypasował im stuprocentowo, omyłkowo do opisu kogoś
[03:07.93] Bluźnił, przepraszał, nawijał...
[03:09.76] Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach
[03:15.15] Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania
[03:17.79] Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką
[03:22.42] I chociaż staje kilku gości młodych
[03:24.26] Bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz
[03:27.87] Dla Grzesia wstrząs, Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią
[03:31.05] Przecież dopiero, co przyjechałem
[03:33.16] Tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli, tyle...
[03:38.62]
[03:44.10] Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
[03:49.47] Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
[03:54.43] Wszyscy tu, niestety...
[03:56.40] Na-na takie podejście brak mi słów
[04:04.97] Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz
[04:10.16] Nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ
[04:12.82] Jak zwykle statyści przyłazili jeść
[04:15.40] I gdzieś koło czternastej - eureka - czaderski pomysł rzucił kolega
[04:20.76] Wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli
[04:24.71] Kto jest kto?
[04:25.87] Rozwiązanie zagadki, posuchaj
[04:27.81] Tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi
[04:32.06] Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić
[04:36.68] Konsumując, myślała że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą
[04:42.29] Sam jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli
[04:50.87] Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo
[04:57.30] Dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo
[05:00.94] Uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo
[05:03.91] Dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni
[05:08.11] Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni
[05:10.88] Każdy ponad każdym, wszyscy najmądrzejsi
[05:13.41] Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła
[05:18.85] Bez pewności, ale wymierzyła palcem
[05:21.65] Dziś była górą w nierównej walce
[05:24.05] Dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami - ścierwo, myśli tak serio
[05:28.05] Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął
[05:33.28] I nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc - flashback i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc
[05:37.92] Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było...
[05:43.52] Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie
[05:49.43] Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie
[05:53.08] Psiku, kurwa jego mać, raz, dwa...
[05:55.43] Powrót do rzeczywistości, przystanek pod pizzerią
[05:58.31] Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle
[06:01.42] Tymczasem Ryszard taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka
[06:05.13] Obok Neoplan na przystanku się zatrzymał
[06:07.48] Wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe
[06:10.27] Rysiu odwrócił głowę i obcina
[06:12.15] Każda ma dobrą nogę, bufe też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro...
[06:17.59] Pochłaniając ostatniego gryza
[06:19.43] Spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto
[06:22.37] I właśnie wsiadał do taryfy
[06:24.06] "Dokąd?" spytał Rychu i na tym zakończymy
[06:27.05]
[00:31.33] Całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia
[00:33.98] Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś
[00:36.62] W okolicach śródmiejskich - północna część
[00:39.64] SMS'a mu pisała, pomyślała że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz
[00:44.82] Z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy
[00:50.41] Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy
[00:55.56] Ryszard taryfiarz nie zrzeszony w korporacji i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji
[01:00.96] Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni
[01:06.85] Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, Choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli
[01:12.11] Teraz o nim, Rysio taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem
[01:16.48] Wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie
[01:21.82] Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie
[01:26.99] Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz
[01:32.13] Nie złapie nigdy już taksówki na ulicy, czadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi
[01:37.52] Cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał
[01:41.07] I znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może
[01:45.09] I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego
[01:48.60] Bo może być gorzej, to ona kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo pędem
[01:53.51] I gna tera cierpem na komendę
[01:58.62] Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
[02:03.92] Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
[02:08.90] Wszyscy tu, niestety...
[02:10.89] Na-na takie podejście brak mi słów
[02:13.96]
[02:19.56] Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz
[02:24.96] W pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego
[02:30.14] Karol ma na imię, w plackach trochę robi
[02:32.61] Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii
[02:35.87] Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi
[02:40.11] Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę
[02:44.72] Ale cieszył się, że się ostały polskie złote, proszę Cię...
[02:48.34] Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem "saluto" Patrol stołecznej policji
[02:53.64] Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy
[02:56.41] Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo
[03:01.25] Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo
[03:04.38] Przypasował im stuprocentowo, omyłkowo do opisu kogoś
[03:07.93] Bluźnił, przepraszał, nawijał...
[03:09.76] Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach
[03:15.15] Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania
[03:17.79] Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką
[03:22.42] I chociaż staje kilku gości młodych
[03:24.26] Bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz
[03:27.87] Dla Grzesia wstrząs, Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią
[03:31.05] Przecież dopiero, co przyjechałem
[03:33.16] Tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli, tyle...
[03:38.62]
[03:44.10] Każdy ponad każdym - skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym
[03:49.47] Wszyscy najmądrzejsi - jebani - myślą chyba, że są wybrańcami...
[03:54.43] Wszyscy tu, niestety...
[03:56.40] Na-na takie podejście brak mi słów
[04:04.97] Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz
[04:10.16] Nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ
[04:12.82] Jak zwykle statyści przyłazili jeść
[04:15.40] I gdzieś koło czternastej - eureka - czaderski pomysł rzucił kolega
[04:20.76] Wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli
[04:24.71] Kto jest kto?
[04:25.87] Rozwiązanie zagadki, posuchaj
[04:27.81] Tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi
[04:32.06] Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić
[04:36.68] Konsumując, myślała że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą
[04:42.29] Sam jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli
[04:50.87] Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo
[04:57.30] Dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo
[05:00.94] Uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo
[05:03.91] Dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni
[05:08.11] Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni
[05:10.88] Każdy ponad każdym, wszyscy najmądrzejsi
[05:13.41] Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła
[05:18.85] Bez pewności, ale wymierzyła palcem
[05:21.65] Dziś była górą w nierównej walce
[05:24.05] Dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami - ścierwo, myśli tak serio
[05:28.05] Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął
[05:33.28] I nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc - flashback i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc
[05:37.92] Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było...
[05:43.52] Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie
[05:49.43] Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie
[05:53.08] Psiku, kurwa jego mać, raz, dwa...
[05:55.43] Powrót do rzeczywistości, przystanek pod pizzerią
[05:58.31] Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle
[06:01.42] Tymczasem Ryszard taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka
[06:05.13] Obok Neoplan na przystanku się zatrzymał
[06:07.48] Wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe
[06:10.27] Rysiu odwrócił głowę i obcina
[06:12.15] Każda ma dobrą nogę, bufe też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro...
[06:17.59] Pochłaniając ostatniego gryza
[06:19.43] Spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto
[06:22.37] I właśnie wsiadał do taryfy
[06:24.06] "Dokąd?" spytał Rychu i na tym zakończymy
[06:27.05]