Łowca
🎵 2966 characters
⏱️ 4:14 duration
🆔 ID: 23279334
📜 Lyrics
Nocne schizy wchodzą przez głowę
Budowę mijając widzisz martwą krowę
Syfem nażarty słyszysz zwierząt mowę
Niemowlę płacze głaszcząc czarną wdowę
Wyrwałeś krowie serce i zjadłeś je surowe
Piri bananowe wyrzygałeś na stopy
Tropy zostawiasz jak ćpunów smartshopy
Będą kłopoty płoną taroty
Daleko w oddali jakaś stara chata
Poświata w podyciu płynie czortów fregata
Wjeżdżasz na rewir świst noża w powietrzu
Pędził do konciopo nie do strony meczu
Bardzo rzuca ciała po pomieszczeniu
Parzenie z trupami w obleśnym scaleniu
Trzy martwe ciała a pokojów jeden
To chyba nie był wymarzony Eden
Trzeba zbierać truchłe ulica kamienica
Przy drodze postument płonąca gromnica
Płonie jak twe myśli idzie parka młoda
Dzisiaj mu robiła ostatniego loda
Głowa już odpadła od reszty ciała cuda
Może była kurwa ta laska za chuda
Wyrywasz jej kręgosłup poddając się amokom
Gwiżdżesz sobie pod nosem erni orinoko
Wypatroszyłeś ciało wysrałeś się do środka
Brzydka i śmierdząca a byłaś taka słodka
Wzywasz swego przodka gdy skalpujesz chłopaka
Obdarłeś go ze skóry jak kłusownik futrzaka
Później ćwiartujesz jak kurczaka z grilla
Groźny jak Godzilla szybki jak Cadillac
Skończysz odrzucasz spluwasz i gardzisz
Przy takim widoku wymiękają nawet twardzi
Zlewasz ich swym śmierdzącym moczem
I zrobił się potoczek
Tak ich zostawiasz, nastąpił atak psa
Ugryzie ciebie a jego kosa pchła
Żyły przecięte pies spada i zdycha
Nadzieja runęła jak mury Jerycha
Powiedziała uraniona psycha
Paliwem twym prochy i twoja własna pycha.
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Przy nocnym stoi mocna ekipa
Jakaś głupia pipa śmieje się na tripach
Znasz się na dowcipach sięgasz do plecaka
Ręki używasz jako czerpaka
Złowiłeś granat w ustach zawleczka
Na nic ucieczka jak bez dna beczka
Wybuch rozwalił nawet piwnice
Zmasakrowałeś całą ulicę
Odłamki wpadły aż na bocznice
Tulisz wnętrzności liżesz okrężnice
Dłoń twa wprawiona patroszy biodra
Wszystko gotowe niczym kapusta modra
Pływasz we krwi w fekaliach i flakach
Czerwone ścierwa jak miska po burakach
Zbierasz saperką resztki na gulasz
Ścierwo pyry papryka cebula
Dziś nie pomoże tu żaden eskulap
Skóra się zimno śmierci glazura
Zebrałeś odchodzisz nic tu po tobie
Nie chce się zmieniać masz neofobie
Przez życie całe maczetą rąbią snuty
Z dobra wysnuty zero pokuty
Jedynie półbuty zostały z bankowca
Wzrusza się tylko na widok perłowca
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Budowę mijając widzisz martwą krowę
Syfem nażarty słyszysz zwierząt mowę
Niemowlę płacze głaszcząc czarną wdowę
Wyrwałeś krowie serce i zjadłeś je surowe
Piri bananowe wyrzygałeś na stopy
Tropy zostawiasz jak ćpunów smartshopy
Będą kłopoty płoną taroty
Daleko w oddali jakaś stara chata
Poświata w podyciu płynie czortów fregata
Wjeżdżasz na rewir świst noża w powietrzu
Pędził do konciopo nie do strony meczu
Bardzo rzuca ciała po pomieszczeniu
Parzenie z trupami w obleśnym scaleniu
Trzy martwe ciała a pokojów jeden
To chyba nie był wymarzony Eden
Trzeba zbierać truchłe ulica kamienica
Przy drodze postument płonąca gromnica
Płonie jak twe myśli idzie parka młoda
Dzisiaj mu robiła ostatniego loda
Głowa już odpadła od reszty ciała cuda
Może była kurwa ta laska za chuda
Wyrywasz jej kręgosłup poddając się amokom
Gwiżdżesz sobie pod nosem erni orinoko
Wypatroszyłeś ciało wysrałeś się do środka
Brzydka i śmierdząca a byłaś taka słodka
Wzywasz swego przodka gdy skalpujesz chłopaka
Obdarłeś go ze skóry jak kłusownik futrzaka
Później ćwiartujesz jak kurczaka z grilla
Groźny jak Godzilla szybki jak Cadillac
Skończysz odrzucasz spluwasz i gardzisz
Przy takim widoku wymiękają nawet twardzi
Zlewasz ich swym śmierdzącym moczem
I zrobił się potoczek
Tak ich zostawiasz, nastąpił atak psa
Ugryzie ciebie a jego kosa pchła
Żyły przecięte pies spada i zdycha
Nadzieja runęła jak mury Jerycha
Powiedziała uraniona psycha
Paliwem twym prochy i twoja własna pycha.
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Przy nocnym stoi mocna ekipa
Jakaś głupia pipa śmieje się na tripach
Znasz się na dowcipach sięgasz do plecaka
Ręki używasz jako czerpaka
Złowiłeś granat w ustach zawleczka
Na nic ucieczka jak bez dna beczka
Wybuch rozwalił nawet piwnice
Zmasakrowałeś całą ulicę
Odłamki wpadły aż na bocznice
Tulisz wnętrzności liżesz okrężnice
Dłoń twa wprawiona patroszy biodra
Wszystko gotowe niczym kapusta modra
Pływasz we krwi w fekaliach i flakach
Czerwone ścierwa jak miska po burakach
Zbierasz saperką resztki na gulasz
Ścierwo pyry papryka cebula
Dziś nie pomoże tu żaden eskulap
Skóra się zimno śmierci glazura
Zebrałeś odchodzisz nic tu po tobie
Nie chce się zmieniać masz neofobie
Przez życie całe maczetą rąbią snuty
Z dobra wysnuty zero pokuty
Jedynie półbuty zostały z bankowca
Wzrusza się tylko na widok perłowca
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Nocą wszyscy boją się
Tak na jawie jak we śnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie
Coś się kończy a coś nie
A czasoje ani drgnie