Deszcz
🎵 1541 characters
⏱️ 3:37 duration
🆔 ID: 23627423
📜 Lyrics
Tyle razy miałem poddać się
Tyle razy miałem stan ten
A kiedy widzę że sił Ci brak
Podnoszę się i piszę ten track
Strach że staniemy się pragmatyczni
Czarny koń tej gonitwy myśli
Obstawię ją w ciemno bo widzę jasno
Jak pergaminami mami nas to miasto
Nas to na 100% tu nie dotyka bo
Ty pierdolnęłaś tą robotą w korpo
Ja robię se nadzieje tu kolejny rok
I było minęło jak Snapchat
Chuck Norris nie zatrzyma lat tak
Choć może dobrze że właśnie teraz
Razem zaczynamy od zera
O blachę dachu stuka deszcz
Na blachę mam wyryte te teksty
Już bez kartki robię prewki
Bez kitu bez bitów napisałem te wersy
Choć robię do taktu to i tak de facto to
Matematyka
Choć skończone są słów kombinacje
To to co pomiędzy to wszystko co mam
I zostanie na zawsze ten rap na zawsze
Niech raz na zawsze da znak
Słowa na płycie jak tatuaże
Nie bez kozery nazywa się ślad
Gdy sentyment do tego tekstu wkładam
To rozpierdala jak semteks
Intencje w sentencje
W sens chaosu bezsens znów
Stoję na postoju sam
W samochodzie piszę ten track mam
Ten stan znów ten sam
Kiedy napisałem pierwszy tekst to nieuchwytne jest
Spychany na manowce snu znów
Zasypiam z telefonem w ręce
Grube jak papaja lata gubię tutaj
Tylko po to by to było czymś więcej
Czymś więcej niż Matrix czymś więcej niż nic
To te momenty kiedy się zawieszam
Więc nie miej żalu kiedy tak jak dziś
Już wiem to znów się spóźnię
Nie powiem nic i kiedyś Ci to puszczę
Jak list w butelce takie kocham Cię
O blachę dachu stuka deszcz
Tyle razy miałem stan ten
A kiedy widzę że sił Ci brak
Podnoszę się i piszę ten track
Strach że staniemy się pragmatyczni
Czarny koń tej gonitwy myśli
Obstawię ją w ciemno bo widzę jasno
Jak pergaminami mami nas to miasto
Nas to na 100% tu nie dotyka bo
Ty pierdolnęłaś tą robotą w korpo
Ja robię se nadzieje tu kolejny rok
I było minęło jak Snapchat
Chuck Norris nie zatrzyma lat tak
Choć może dobrze że właśnie teraz
Razem zaczynamy od zera
O blachę dachu stuka deszcz
Na blachę mam wyryte te teksty
Już bez kartki robię prewki
Bez kitu bez bitów napisałem te wersy
Choć robię do taktu to i tak de facto to
Matematyka
Choć skończone są słów kombinacje
To to co pomiędzy to wszystko co mam
I zostanie na zawsze ten rap na zawsze
Niech raz na zawsze da znak
Słowa na płycie jak tatuaże
Nie bez kozery nazywa się ślad
Gdy sentyment do tego tekstu wkładam
To rozpierdala jak semteks
Intencje w sentencje
W sens chaosu bezsens znów
Stoję na postoju sam
W samochodzie piszę ten track mam
Ten stan znów ten sam
Kiedy napisałem pierwszy tekst to nieuchwytne jest
Spychany na manowce snu znów
Zasypiam z telefonem w ręce
Grube jak papaja lata gubię tutaj
Tylko po to by to było czymś więcej
Czymś więcej niż Matrix czymś więcej niż nic
To te momenty kiedy się zawieszam
Więc nie miej żalu kiedy tak jak dziś
Już wiem to znów się spóźnię
Nie powiem nic i kiedyś Ci to puszczę
Jak list w butelce takie kocham Cię
O blachę dachu stuka deszcz