Rzucony w przestrzeń
🎵 1559 characters
⏱️ 11:29 duration
🆔 ID: 27631282
📜 Lyrics
Kości brukowe, boża obczyzna
Mdli mnie od patrzenia w te wieczności ślepia
Wzrok bliski – odległy niczego nie zmienia
Pluję, ruszam, cel – piwniczna przystań
Idę i sapię, i na kurwy prycham
Idę ulicą wąską jak zawsze
Jasną za dnia, ciemną z natury
Przed siebie, szybciej, nim umysł mi zgaśnie
Pogania rausz, smaga batogiem
Ilekroć wezmę trochę
Więcej
Więcej
Pogania rausz, smaga batogiem
Ilekroć wezmę trochę
Więcej
Więcej
Odpoczywają blokowi herosi przy Annie
Farsz dla owadów dziwnie znajomy
Wysiłek święty czystą kurują
Choć wybór królewski, dla nich znikomy
Teraz pod ziemią składamy im hołd
Na stole przy wódce bieli wciąż w brud
Czy nas to wyniesie, czy zniszczy – chuj!
Olejmy, mieszajmy, zbudujmy tu grób
Zbudujmy tu grób
Tylko ten raz, tylko na chwilę
Tylko ten raz, tylko na chwilę
A w głowie myśli wpadają w dziury
Teraz na ziemi składają nam hołd
Na stole przy wódce formaliny słój
Sekcja – labirynt, zaciska pasa król
Przestał mieszać, tylko kroi już
Patrzcie!
Wzywali boga i przyszedł
Zburzył domy, zatrzymał pociągi
Wyrwał wiaduktom tętnice
Dobił tych, co prosili, żeby za nich ginąć
Urządził piknik przy ich urnach
A zwierzętom zmienił odcienie krwi
W rzece pokory obmył poranione stopy
Kurwa, chciał odejść bez historii
Chciał odejść bez historii
Chciał odejść bez historii
I wy rozbijcie na bruku czaszkę
Rozkruszcie w uśmiechu kły na chodniku
Rzuceni w tę przestrzeń w glebę brniemy
Jeszcze Polska nie zginęła, my w Polsce zginiemy!
Mdli mnie od patrzenia w te wieczności ślepia
Wzrok bliski – odległy niczego nie zmienia
Pluję, ruszam, cel – piwniczna przystań
Idę i sapię, i na kurwy prycham
Idę ulicą wąską jak zawsze
Jasną za dnia, ciemną z natury
Przed siebie, szybciej, nim umysł mi zgaśnie
Pogania rausz, smaga batogiem
Ilekroć wezmę trochę
Więcej
Więcej
Pogania rausz, smaga batogiem
Ilekroć wezmę trochę
Więcej
Więcej
Odpoczywają blokowi herosi przy Annie
Farsz dla owadów dziwnie znajomy
Wysiłek święty czystą kurują
Choć wybór królewski, dla nich znikomy
Teraz pod ziemią składamy im hołd
Na stole przy wódce bieli wciąż w brud
Czy nas to wyniesie, czy zniszczy – chuj!
Olejmy, mieszajmy, zbudujmy tu grób
Zbudujmy tu grób
Tylko ten raz, tylko na chwilę
Tylko ten raz, tylko na chwilę
A w głowie myśli wpadają w dziury
Teraz na ziemi składają nam hołd
Na stole przy wódce formaliny słój
Sekcja – labirynt, zaciska pasa król
Przestał mieszać, tylko kroi już
Patrzcie!
Wzywali boga i przyszedł
Zburzył domy, zatrzymał pociągi
Wyrwał wiaduktom tętnice
Dobił tych, co prosili, żeby za nich ginąć
Urządził piknik przy ich urnach
A zwierzętom zmienił odcienie krwi
W rzece pokory obmył poranione stopy
Kurwa, chciał odejść bez historii
Chciał odejść bez historii
Chciał odejść bez historii
I wy rozbijcie na bruku czaszkę
Rozkruszcie w uśmiechu kły na chodniku
Rzuceni w tę przestrzeń w glebę brniemy
Jeszcze Polska nie zginęła, my w Polsce zginiemy!