FRASCATI
🎵 2432 characters
⏱️ 2:58 duration
🆔 ID: 27821583
📜 Lyrics
Krople deszczu na mym karku, w płaszczu mam schowany zeszyt
Plac Zamkowy jest już martwy, nie chcę żyć już czasem przeszłym
Idę ciemnym Nowym Światem, choć to dla mnie stare śmieci
Do pijalni wódek zajrzę tam, gdzie każdy blat się lepi
Barman ubrany jak portier, linie dialogowe puste
A samotność to rewolwer, więc zamawiam sobie lufkę
Motyl w brzuchu stał się larwą, wżera w duszę się i puchnie
Jestem sam pod ciemną gwiazdą, nie poznaję twarzy w lustrze
Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
Koszmar na jawie, bezsenne ulice
Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
Pijanymi krokami i do mnie piszesz
Gdy wychodzę na ulicę, słyszę wrzaski młodych ludzi
Jeszcze wierzą w swoją misję, jeszcze świat ich nie obudził
Ja też chciałem zmienić system i musiałem to porzucić
Bo dziś świat to tylko biznes, tamten zmarł i nie powróci
Na południe w stronę Wilczej tłumy ludzi wciąż pod SPATiF
Nie mam siły na nich dzisiaj, chyba przejdę się Frascati
W mej kieszeni nowy DM, potem jeszcze drugi, gratis
Lecz nie do mnie ona pisze, przecież on jest adresatem
Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
Koszmar na jawie, bezsenne ulice
Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
Pijanymi krokami i do mnie piszesz
Sprawdzę, o co chodzi z rudą, sięgam dłonią do kieszeni
"Piotrek, o co chodzi z bluzą?", pytasz mnie już po raz setny
Taki jeden dobry kumpel dał mi radę wieki temu
W sumie mogłem go posłuchać, jeśli piłeś, nie DM'uj
Jakaś para jest na skarpie (gdzie?) zanurzona w pocałunku
Chcę typowi wytłumaczyć, że nie znajdzie w niej ratunku
Gdy go rzuci jak zły nawyk i zostawi go na bruku (no)
Niech odzyska swoją bluzę (ta), niech pokaże trochę buntu
Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
Koszmar na jawie, bezsenne ulice
Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
Pijanymi krokami i do mnie piszesz
Żyjesz tylko w moich myślach, ale ile jeszcze przetrwasz?
Tu warunki makabryczne, strasznie duszno, mały metraż
A sąsiedztwo jakby Tyrmand skąpał w opętanych szeptach
Już na pogoń we mnie sił brak i nie bawi mnie ten spektakl
Na Trzech Krzyży pod kościołem łypie święty Nepomucen
Jakby czekał na mą spowiedź, jakby pragnął mnie pouczyć
Zanim całkiem tu utonę, może wskaże mi kierunek
Z szeptu wybija się okrzyk, ktoś nas błaga o ratunek
Ratunku!
Plac Zamkowy jest już martwy, nie chcę żyć już czasem przeszłym
Idę ciemnym Nowym Światem, choć to dla mnie stare śmieci
Do pijalni wódek zajrzę tam, gdzie każdy blat się lepi
Barman ubrany jak portier, linie dialogowe puste
A samotność to rewolwer, więc zamawiam sobie lufkę
Motyl w brzuchu stał się larwą, wżera w duszę się i puchnie
Jestem sam pod ciemną gwiazdą, nie poznaję twarzy w lustrze
Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
Koszmar na jawie, bezsenne ulice
Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
Pijanymi krokami i do mnie piszesz
Gdy wychodzę na ulicę, słyszę wrzaski młodych ludzi
Jeszcze wierzą w swoją misję, jeszcze świat ich nie obudził
Ja też chciałem zmienić system i musiałem to porzucić
Bo dziś świat to tylko biznes, tamten zmarł i nie powróci
Na południe w stronę Wilczej tłumy ludzi wciąż pod SPATiF
Nie mam siły na nich dzisiaj, chyba przejdę się Frascati
W mej kieszeni nowy DM, potem jeszcze drugi, gratis
Lecz nie do mnie ona pisze, przecież on jest adresatem
Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
Koszmar na jawie, bezsenne ulice
Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
Pijanymi krokami i do mnie piszesz
Sprawdzę, o co chodzi z rudą, sięgam dłonią do kieszeni
"Piotrek, o co chodzi z bluzą?", pytasz mnie już po raz setny
Taki jeden dobry kumpel dał mi radę wieki temu
W sumie mogłem go posłuchać, jeśli piłeś, nie DM'uj
Jakaś para jest na skarpie (gdzie?) zanurzona w pocałunku
Chcę typowi wytłumaczyć, że nie znajdzie w niej ratunku
Gdy go rzuci jak zły nawyk i zostawi go na bruku (no)
Niech odzyska swoją bluzę (ta), niech pokaże trochę buntu
Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
Koszmar na jawie, bezsenne ulice
Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
Pijanymi krokami i do mnie piszesz
Żyjesz tylko w moich myślach, ale ile jeszcze przetrwasz?
Tu warunki makabryczne, strasznie duszno, mały metraż
A sąsiedztwo jakby Tyrmand skąpał w opętanych szeptach
Już na pogoń we mnie sił brak i nie bawi mnie ten spektakl
Na Trzech Krzyży pod kościołem łypie święty Nepomucen
Jakby czekał na mą spowiedź, jakby pragnął mnie pouczyć
Zanim całkiem tu utonę, może wskaże mi kierunek
Z szeptu wybija się okrzyk, ktoś nas błaga o ratunek
Ratunku!
⏱️ Synced Lyrics
[00:14.69] Krople deszczu na mym karku, w płaszczu mam schowany zeszyt
[00:18.29] Plac Zamkowy jest już martwy, nie chcę żyć już czasem przeszłym
[00:21.96] Idę ciemnym Nowym Światem, choć to dla mnie stare śmieci
[00:25.66] Do pijalni wódek zajrzę tam, gdzie każdy blat się lepi
[00:28.93] Barman ubrany jak portier, linie dialogowe puste
[00:32.74] A samotność to rewolwer, więc zamawiam sobie lufkę
[00:36.34] Motyl w brzuchu stał się larwą, wżera w duszę się i puchnie
[00:39.92] Jestem sam pod ciemną gwiazdą, nie poznaję twarzy w lustrze
[00:43.17] Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
[00:46.58] Koszmar na jawie, bezsenne ulice
[00:49.50] Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
[00:53.34] Pijanymi krokami i do mnie piszesz
[00:58.00] Gdy wychodzę na ulicę, słyszę wrzaski młodych ludzi
[01:01.77] Jeszcze wierzą w swoją misję, jeszcze świat ich nie obudził
[01:05.26] Ja też chciałem zmienić system i musiałem to porzucić
[01:08.97] Bo dziś świat to tylko biznes, tamten zmarł i nie powróci
[01:12.47] Na południe w stronę Wilczej tłumy ludzi wciąż pod SPATiF
[01:16.44] Nie mam siły na nich dzisiaj, chyba przejdę się Frascati
[01:19.70] W mej kieszeni nowy DM, potem jeszcze drugi, gratis
[01:23.33] Lecz nie do mnie ona pisze, przecież on jest adresatem
[01:26.60] Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
[01:29.92] Koszmar na jawie, bezsenne ulice
[01:32.93] Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
[01:36.74] Pijanymi krokami i do mnie piszesz
[01:41.24] Sprawdzę, o co chodzi z rudą, sięgam dłonią do kieszeni
[01:44.81] "Piotrek, o co chodzi z bluzą?", pytasz mnie już po raz setny
[01:48.76] Taki jeden dobry kumpel dał mi radę wieki temu
[01:52.08] W sumie mogłem go posłuchać, jeśli piłeś, nie DM'uj
[01:55.86] Jakaś para jest na skarpie (gdzie?) zanurzona w pocałunku
[01:59.49] Chcę typowi wytłumaczyć, że nie znajdzie w niej ratunku
[02:03.17] Gdy go rzuci jak zły nawyk i zostawi go na bruku (no)
[02:06.75] Niech odzyska swoją bluzę (ta), niech pokaże trochę buntu
[02:09.99] Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
[02:13.24] Koszmar na jawie, bezsenne ulice
[02:16.23] Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
[02:19.83] Pijanymi krokami i do mnie piszesz
[02:24.78] Żyjesz tylko w moich myślach, ale ile jeszcze przetrwasz?
[02:28.47] Tu warunki makabryczne, strasznie duszno, mały metraż
[02:32.04] A sąsiedztwo jakby Tyrmand skąpał w opętanych szeptach
[02:35.56] Już na pogoń we mnie sił brak i nie bawi mnie ten spektakl
[02:39.15] Na Trzech Krzyży pod kościołem łypie święty Nepomucen
[02:43.04] Jakby czekał na mą spowiedź, jakby pragnął mnie pouczyć
[02:46.00] Zanim całkiem tu utonę, może wskaże mi kierunek
[02:49.86] Z szeptu wybija się okrzyk, ktoś nas błaga o ratunek
[02:53.61] Ratunku!
[02:56.67]
[00:18.29] Plac Zamkowy jest już martwy, nie chcę żyć już czasem przeszłym
[00:21.96] Idę ciemnym Nowym Światem, choć to dla mnie stare śmieci
[00:25.66] Do pijalni wódek zajrzę tam, gdzie każdy blat się lepi
[00:28.93] Barman ubrany jak portier, linie dialogowe puste
[00:32.74] A samotność to rewolwer, więc zamawiam sobie lufkę
[00:36.34] Motyl w brzuchu stał się larwą, wżera w duszę się i puchnie
[00:39.92] Jestem sam pod ciemną gwiazdą, nie poznaję twarzy w lustrze
[00:43.17] Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
[00:46.58] Koszmar na jawie, bezsenne ulice
[00:49.50] Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
[00:53.34] Pijanymi krokami i do mnie piszesz
[00:58.00] Gdy wychodzę na ulicę, słyszę wrzaski młodych ludzi
[01:01.77] Jeszcze wierzą w swoją misję, jeszcze świat ich nie obudził
[01:05.26] Ja też chciałem zmienić system i musiałem to porzucić
[01:08.97] Bo dziś świat to tylko biznes, tamten zmarł i nie powróci
[01:12.47] Na południe w stronę Wilczej tłumy ludzi wciąż pod SPATiF
[01:16.44] Nie mam siły na nich dzisiaj, chyba przejdę się Frascati
[01:19.70] W mej kieszeni nowy DM, potem jeszcze drugi, gratis
[01:23.33] Lecz nie do mnie ona pisze, przecież on jest adresatem
[01:26.60] Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
[01:29.92] Koszmar na jawie, bezsenne ulice
[01:32.93] Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
[01:36.74] Pijanymi krokami i do mnie piszesz
[01:41.24] Sprawdzę, o co chodzi z rudą, sięgam dłonią do kieszeni
[01:44.81] "Piotrek, o co chodzi z bluzą?", pytasz mnie już po raz setny
[01:48.76] Taki jeden dobry kumpel dał mi radę wieki temu
[01:52.08] W sumie mogłem go posłuchać, jeśli piłeś, nie DM'uj
[01:55.86] Jakaś para jest na skarpie (gdzie?) zanurzona w pocałunku
[01:59.49] Chcę typowi wytłumaczyć, że nie znajdzie w niej ratunku
[02:03.17] Gdy go rzuci jak zły nawyk i zostawi go na bruku (no)
[02:06.75] Niech odzyska swoją bluzę (ta), niech pokaże trochę buntu
[02:09.99] Oczy przechodniów nocą świecą jak znicze
[02:13.24] Koszmar na jawie, bezsenne ulice
[02:16.23] Po których znowu się włóczysz, nie wiesz, gdzie idziesz
[02:19.83] Pijanymi krokami i do mnie piszesz
[02:24.78] Żyjesz tylko w moich myślach, ale ile jeszcze przetrwasz?
[02:28.47] Tu warunki makabryczne, strasznie duszno, mały metraż
[02:32.04] A sąsiedztwo jakby Tyrmand skąpał w opętanych szeptach
[02:35.56] Już na pogoń we mnie sił brak i nie bawi mnie ten spektakl
[02:39.15] Na Trzech Krzyży pod kościołem łypie święty Nepomucen
[02:43.04] Jakby czekał na mą spowiedź, jakby pragnął mnie pouczyć
[02:46.00] Zanim całkiem tu utonę, może wskaże mi kierunek
[02:49.86] Z szeptu wybija się okrzyk, ktoś nas błaga o ratunek
[02:53.61] Ratunku!
[02:56.67]