Home 🎬 Bollywood 🎵 Pakistani 🎤 English Pop

Ot Tak Po Prostu

👤 O.S.T.R. 🎼 W drodze po szczęście ⏱️ 4:11
🎵 3335 characters
⏱️ 4:11 duration
🆔 ID: 7105753

📜 Lyrics

Zbyt wiele się działo, gdy patrzę na całość
Młodszy nie będę, natury prawo
Problemy na głowie podcinają gałąź
Ironia losu, Las Vegas parano
Nie przewidzi tarot, kto będzie ofiarą
Jakbym miał sprostać tym wymaganiom
Musiałbym tworzyć cuda jak anioł
Utrata łączności półkuli z centralą
Dzisiaj mam dosyć
Ja i załoga działamy jak trotyl
Nie trzeba floty, noc jak narkotyk
Wystarczy spojrzeć na przekrwione oczy
Może jezioro, jezioro czy morze
Willa z basenem czy namiot i tropik
Zawsze full-color w imprezy ferworze
Tak leczy ciśnienie wschód Europy
Czyste niebo, sam zobacz
Święcona woda czy whisky i cola?
Chodzę jak zombi, choć czujny jak sonar
Haem szaleje już na gramofonach
Schłodzona korona, witamy w stronach
O bogatych plonach
Dziewczyny w bikini, łyk adrenaliny
Jak widzisz, w tej chwili to nie tylko slogan
Setka, połowa czy litr
Widać już po nas ten miks
Unoszę się ponad jak Freeze
W imprezy szponach znów latam
Do koła jak mig
Urwany film, znamy ten klip
Zbyt wiele mam samokontroli, by leżeć i gnić
Życie zbyt krótkie, by przegapić chwilę
Towarzyskiego grand prix

Czasem odcinam się, by szaleć do cna
Nisząc wewnętrzny niepokój, wpadam w ten beztroski stan
Żeby nie myśleć o ciężkiej wadze poszczególnych spraw
Wtedy motywuje mnie tych kilka jakże słusznych zdań

Nic brat nie żałuj
Nie ma już czasu, by
Znów iść pomału
Żyjesz dla paru chwil
Nie trzeba planu
Możesz stąd uciec dziś
Dość już koszmarów
W żlyach zepsutej krwi

Pod stopami asfalt, nad głową niebo w kolorze pacyfik
Daleko od miasta imprezy rodeo, tu nikt nie pomoże się Tobie wyciszyć
Uciechy winnicy, co sobie życzysz
Słodko, wytrawnie, czerwone czy białe, a
Może dokładniej wolisz też inną odmianę goryczy
To nie koka Panama, raczej karnawał na Copacabana
Ekipa ta sama, na strychu bałagan, za dużo
By mówić te słowa jak zdrada
Dolać czy zalać, latamy ponad wysokość korków szampana
W gronie przyjaciół siejemy terror
Inaczej mówiąc - nasz na nudę zamach
Kilku myślało o cudzie, gdy zamiast po wodzie chodzili po wódzie
Przy takiej pogodzie niejeden gatunek
Uwalnia w nas ogień i puszcza hamulec
I ja jestem Bogiem, i Ty jesteś Bogiem
Choć ważne, że w gronie tym samym na codzień
Bez spiny i adrenaliny, zawiści
Awantur, rozkminy na koniec
Rudy konfident niech dzwoni na psy, to my, blok ekipa
Nie wbije tu żaden nam nieznany pysk, kochamy żyć, ziom, nie wnikaj
Co, jak i kiedy, czy po co bawimy się nocą
Z kielonem w ręku
Toast za bliskich, zamieńmy dzisiaj księżyc na złoto

Czasem odcinam się, by szaleć do cna
Nisząc wewnętrzny niepokój, wpadam w ten beztroski stan
Żeby nie myśleć o ciężkiej wadze poszczególnych spraw
Wtedy motywuje mnie tych kilka jakże słusznych zdań

Nic brat nie żałuj
Nie ma już czasu, by
Znów iść pomału
Żyjesz dla paru chwil
Nie trzeba planu
Możesz stąd uciec dziś
Dość już koszmarów
W żyłach zepsutej krwi

Nic brat nie żałuj
Nie ma już czasu, by
Znów iść pomału
Żyjesz dla paru chwil
Nie trzeba planu
Możesz stąd uciec dziś
Dość już koszmarów
W żyłach zepsutej krwi

Nic brat nie żałuj
Nie ma już czasu, by
Znów iść pomału
Żyjesz dla paru chwil
Nie trzeba planu
Możesz stąd uciec dziś
Dość już koszmarów
W żylach zepsutej krwi

⏱️ Synced Lyrics

[00:27.06] Zbyt wiele się działo, gdy patrzę na całość
[00:28.45] Młodszy nie będę, natury prawo
[00:30.19] Problemy na głowie podcinają gałąź
[00:31.72] Ironia losu, Las Vegas parano
[00:33.66] Nie przewidzi tarot, kto będzie ofiarą
[00:35.17] Jakbym miał sprostać tym wymaganiom
[00:36.85] Musiałbym tworzyć cuda jak anioł
[00:38.56] Utrata łączności półkuli z centralą
[00:40.20] Dzisiaj mam dosyć
[00:42.17] Ja i załoga działamy jak trotyl
[00:43.63] Nie trzeba floty, noc jak narkotyk
[00:45.20] Wystarczy spojrzeć na przekrwione oczy
[00:46.97] Może jezioro, jezioro czy morze
[00:48.55] Willa z basenem czy namiot i tropik
[00:50.22] Zawsze full-color w imprezy ferworze
[00:51.80] Tak leczy ciśnienie wschód Europy
[00:53.65] Czyste niebo, sam zobacz
[00:55.61] Święcona woda czy whisky i cola?
[00:56.97] Chodzę jak zombi, choć czujny jak sonar
[00:58.61] Haem szaleje już na gramofonach
[01:00.46] Schłodzona korona, witamy w stronach
[01:02.58] O bogatych plonach
[01:03.49] Dziewczyny w bikini, łyk adrenaliny
[01:04.77] Jak widzisz, w tej chwili to nie tylko slogan
[01:07.40] Setka, połowa czy litr
[01:08.83] Widać już po nas ten miks
[01:09.91] Unoszę się ponad jak Freeze
[01:11.22] W imprezy szponach znów latam
[01:12.58] Do koła jak mig
[01:13.70] Urwany film, znamy ten klip
[01:15.05] Zbyt wiele mam samokontroli, by leżeć i gnić
[01:17.15] Życie zbyt krótkie, by przegapić chwilę
[01:18.76] Towarzyskiego grand prix
[01:21.25] Czasem odcinam się, by szaleć do cna
[01:23.48] Nisząc wewnętrzny niepokój, wpadam w ten beztroski stan
[01:27.12] Żeby nie myśleć o ciężkiej wadze poszczególnych spraw
[01:30.12] Wtedy motywuje mnie tych kilka jakże słusznych zdań
[01:33.53] Nic brat nie żałuj
[01:35.58] Nie ma już czasu, by
[01:37.43] Znów iść pomału
[01:38.80] Żyjesz dla paru chwil
[01:40.72] Nie trzeba planu
[01:42.23] Możesz stąd uciec dziś
[01:43.98] Dość już koszmarów
[01:45.57] W żlyach zepsutej krwi
[01:47.35] Pod stopami asfalt, nad głową niebo w kolorze pacyfik
[01:50.89] Daleko od miasta imprezy rodeo, tu nikt nie pomoże się Tobie wyciszyć
[01:54.13] Uciechy winnicy, co sobie życzysz
[01:56.87] Słodko, wytrawnie, czerwone czy białe, a
[01:58.56] Może dokładniej wolisz też inną odmianę goryczy
[02:00.95] To nie koka Panama, raczej karnawał na Copacabana
[02:04.23] Ekipa ta sama, na strychu bałagan, za dużo
[02:06.25] By mówić te słowa jak zdrada
[02:07.94] Dolać czy zalać, latamy ponad wysokość korków szampana
[02:11.00] W gronie przyjaciół siejemy terror
[02:12.96] Inaczej mówiąc - nasz na nudę zamach
[02:14.57] Kilku myślało o cudzie, gdy zamiast po wodzie chodzili po wódzie
[02:18.31] Przy takiej pogodzie niejeden gatunek
[02:19.68] Uwalnia w nas ogień i puszcza hamulec
[02:21.75] I ja jestem Bogiem, i Ty jesteś Bogiem
[02:23.21] Choć ważne, że w gronie tym samym na codzień
[02:24.83] Bez spiny i adrenaliny, zawiści
[02:26.51] Awantur, rozkminy na koniec
[02:28.07] Rudy konfident niech dzwoni na psy, to my, blok ekipa
[02:31.79] Nie wbije tu żaden nam nieznany pysk, kochamy żyć, ziom, nie wnikaj
[02:34.99] Co, jak i kiedy, czy po co bawimy się nocą
[02:37.40] Z kielonem w ręku
[02:38.62] Toast za bliskich, zamieńmy dzisiaj księżyc na złoto
[02:41.93] Czasem odcinam się, by szaleć do cna
[02:44.08] Nisząc wewnętrzny niepokój, wpadam w ten beztroski stan
[02:47.65] Żeby nie myśleć o ciężkiej wadze poszczególnych spraw
[02:50.84] Wtedy motywuje mnie tych kilka jakże słusznych zdań
[02:54.60] Nic brat nie żałuj
[02:56.29] Nie ma już czasu, by
[02:58.02] Znów iść pomału
[02:59.58] Żyjesz dla paru chwil
[03:01.35] Nie trzeba planu
[03:02.92] Możesz stąd uciec dziś
[03:04.61] Dość już koszmarów
[03:06.22] W żyłach zepsutej krwi
[03:08.09] Nic brat nie żałuj
[03:09.97] Nie ma już czasu, by
[03:11.45] Znów iść pomału
[03:13.04] Żyjesz dla paru chwil
[03:14.61] Nie trzeba planu
[03:16.45] Możesz stąd uciec dziś
[03:18.00] Dość już koszmarów
[03:19.78] W żyłach zepsutej krwi
[03:21.76] Nic brat nie żałuj
[03:23.18] Nie ma już czasu, by
[03:24.84] Znów iść pomału
[03:26.48] Żyjesz dla paru chwil
[03:28.12] Nie trzeba planu
[03:29.85] Możesz stąd uciec dziś
[03:31.46] Dość już koszmarów
[03:33.11] W żylach zepsutej krwi
[03:35.15]

⭐ Rate These Lyrics

Average: 0.0/5 • 0 ratings