Historia pewnej miłości
🎵 2933 characters
⏱️ 3:57 duration
🆔 ID: 9190198
📜 Lyrics
Budzi się przy niej, patrzy na nią jak na cudo
Czuje, że żyje, walczy, dzisiaj wraca późno
Ma w sobie siłę, twardy. Taka praca, trudno
Nieznakomite karty, gra taką nierówną
Zmęczony wraca nocnym, pragnie ciepłej kąpieli
Poniżony przyjął chłosty, chce do miękkiej pościeli
Wzgardzony chłopak, prosty w sobie wiele nadziei
Zmuszony ciąć koszty, dostatek celem idei
Myśli, że w domu odpocznie, w ramionach swej ukochanej
Położą się na sofie, w kółko problemy te same
Ona wita go fochem, eksploduje krzyk
Zaczyna mieszać go z błotem, powstrzymuje łzy
Jesteś beznadziejny. Zero, taka podłogowa szmata
Kolejny czuje niemoc, jeszcze ta chujowa praca
Żaden z Ciebie mężczyzna, w końcu sobie to uświadom, pizda
Jesteś żenadą, wracaj tam gdzie twoje stado
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Zamknij dziób, głupia szmato, co ty takiego robisz?
Umiesz kłapać jadaczką, focha kolejnego stroisz
Posłuchaj frajerze, całe życie się rozczulasz
To szmato przez Ciebie, bo cały czas mnie zamulasz
To co zrobię złe, każdy kurwa mój ruch
Ty to największy śmieć, jesteś pusta wśród suk
Zabije Cię gnoju! Muaaaa
Teraz nie będzie spokoju, wpadła w szał
W jego stronę leci talerz, atakuje go pięściami
Na ustach toczy pianę, pruje skórę paznokciami
On próbuje bronić się, ma pozdzieraną twarz
Na podłogę kapie krew, usłyszano wrzask
Nie wytrzymał już, ponieważ przekroczyła granicę
W serce wbiła nóż, pięść uderzyła w policzek
Ona upada na glebę, jej głowa uderza o nią
Uczucie bycia w niebie, miesza się z patologią
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Ona leży na ziemi, płacze, zalała się łzami
On wierzy, że się nie zmieni raczej, poniżała za nic
Nie mogą ciągle żyć z tymi wrzaskami
W końcu trzeba przeciąć nić, on trzaska drzwiami
Na dworze szklana pogoda płynące maskuje łzy
Boże, po co ta przeszkoda? Codziennie czuję wstyd
Ona widzi we mnie wroga, podłym gestem rani
Jednak tak bardzo ją kocham, przecież nie jestem ze stali
Butelka w jego dłoni to nie żadne antidotum
Ukochana dzwoni, "Wracaj skarbie do domu"
On odrzuca rozmowę, jednak postanowił powstać
Obiera drogę, zmierza tam gdzie przytrafił się koszmar
Ona rzuca się w ramiona, zdejmuje jego spodnie
Cała płonie, rozpalona, siada na niego wygodnie
Robią to na podłodze, pieprzą się jak zwierzęta
Ona krzyczy, dochodzę
Rano ta sama gehenna
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Czuje, że żyje, walczy, dzisiaj wraca późno
Ma w sobie siłę, twardy. Taka praca, trudno
Nieznakomite karty, gra taką nierówną
Zmęczony wraca nocnym, pragnie ciepłej kąpieli
Poniżony przyjął chłosty, chce do miękkiej pościeli
Wzgardzony chłopak, prosty w sobie wiele nadziei
Zmuszony ciąć koszty, dostatek celem idei
Myśli, że w domu odpocznie, w ramionach swej ukochanej
Położą się na sofie, w kółko problemy te same
Ona wita go fochem, eksploduje krzyk
Zaczyna mieszać go z błotem, powstrzymuje łzy
Jesteś beznadziejny. Zero, taka podłogowa szmata
Kolejny czuje niemoc, jeszcze ta chujowa praca
Żaden z Ciebie mężczyzna, w końcu sobie to uświadom, pizda
Jesteś żenadą, wracaj tam gdzie twoje stado
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Zamknij dziób, głupia szmato, co ty takiego robisz?
Umiesz kłapać jadaczką, focha kolejnego stroisz
Posłuchaj frajerze, całe życie się rozczulasz
To szmato przez Ciebie, bo cały czas mnie zamulasz
To co zrobię złe, każdy kurwa mój ruch
Ty to największy śmieć, jesteś pusta wśród suk
Zabije Cię gnoju! Muaaaa
Teraz nie będzie spokoju, wpadła w szał
W jego stronę leci talerz, atakuje go pięściami
Na ustach toczy pianę, pruje skórę paznokciami
On próbuje bronić się, ma pozdzieraną twarz
Na podłogę kapie krew, usłyszano wrzask
Nie wytrzymał już, ponieważ przekroczyła granicę
W serce wbiła nóż, pięść uderzyła w policzek
Ona upada na glebę, jej głowa uderza o nią
Uczucie bycia w niebie, miesza się z patologią
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Ona leży na ziemi, płacze, zalała się łzami
On wierzy, że się nie zmieni raczej, poniżała za nic
Nie mogą ciągle żyć z tymi wrzaskami
W końcu trzeba przeciąć nić, on trzaska drzwiami
Na dworze szklana pogoda płynące maskuje łzy
Boże, po co ta przeszkoda? Codziennie czuję wstyd
Ona widzi we mnie wroga, podłym gestem rani
Jednak tak bardzo ją kocham, przecież nie jestem ze stali
Butelka w jego dłoni to nie żadne antidotum
Ukochana dzwoni, "Wracaj skarbie do domu"
On odrzuca rozmowę, jednak postanowił powstać
Obiera drogę, zmierza tam gdzie przytrafił się koszmar
Ona rzuca się w ramiona, zdejmuje jego spodnie
Cała płonie, rozpalona, siada na niego wygodnie
Robią to na podłodze, pieprzą się jak zwierzęta
Ona krzyczy, dochodzę
Rano ta sama gehenna
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
⏱️ Synced Lyrics
[00:22.30] Budzi się przy niej, patrzy na nią jak na cudo
[00:24.74] Czuje, że żyje, walczy, dzisiaj wraca późno
[00:27.32] Ma w sobie siłę, twardy. Taka praca, trudno
[00:30.50] Nieznakomite karty, gra taką nierówną
[00:32.95] Zmęczony wraca nocnym, pragnie ciepłej kąpieli
[00:35.42] Poniżony przyjął chłosty, chce do miękkiej pościeli
[00:38.52] Wzgardzony chłopak, prosty w sobie wiele nadziei
[00:41.04] Zmuszony ciąć koszty, dostatek celem idei
[00:43.88] Myśli, że w domu odpocznie, w ramionach swej ukochanej
[00:46.64] Położą się na sofie, w kółko problemy te same
[00:49.28] Ona wita go fochem, eksploduje krzyk
[00:52.05] Zaczyna mieszać go z błotem, powstrzymuje łzy
[00:54.85] Jesteś beznadziejny. Zero, taka podłogowa szmata
[00:57.69] Kolejny czuje niemoc, jeszcze ta chujowa praca
[01:00.49] Żaden z Ciebie mężczyzna, w końcu sobie to uświadom, pizda
[01:03.45] Jesteś żenadą, wracaj tam gdzie twoje stado
[01:06.34] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[01:10.91] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[01:17.23] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[01:21.56] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[01:27.96] Zamknij dziób, głupia szmato, co ty takiego robisz?
[01:30.86] Umiesz kłapać jadaczką, focha kolejnego stroisz
[01:33.61] Posłuchaj frajerze, całe życie się rozczulasz
[01:36.46] To szmato przez Ciebie, bo cały czas mnie zamulasz
[01:39.10] To co zrobię złe, każdy kurwa mój ruch
[01:41.79] Ty to największy śmieć, jesteś pusta wśród suk
[01:44.77] Zabije Cię gnoju! Muaaaa
[01:47.09] Teraz nie będzie spokoju, wpadła w szał
[01:49.98] W jego stronę leci talerz, atakuje go pięściami
[01:52.73] Na ustach toczy pianę, pruje skórę paznokciami
[01:55.32] On próbuje bronić się, ma pozdzieraną twarz
[01:58.37] Na podłogę kapie krew, usłyszano wrzask
[02:01.27] Nie wytrzymał już, ponieważ przekroczyła granicę
[02:04.05] W serce wbiła nóż, pięść uderzyła w policzek
[02:06.86] Ona upada na glebę, jej głowa uderza o nią
[02:09.61] Uczucie bycia w niebie, miesza się z patologią
[02:12.47] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[02:17.09] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[02:23.36] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[02:27.66] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[02:34.33] Ona leży na ziemi, płacze, zalała się łzami
[02:36.84] On wierzy, że się nie zmieni raczej, poniżała za nic
[02:39.41] Nie mogą ciągle żyć z tymi wrzaskami
[02:42.58] W końcu trzeba przeciąć nić, on trzaska drzwiami
[02:45.05] Na dworze szklana pogoda płynące maskuje łzy
[02:47.89] Boże, po co ta przeszkoda? Codziennie czuję wstyd
[02:50.44] Ona widzi we mnie wroga, podłym gestem rani
[02:53.49] Jednak tak bardzo ją kocham, przecież nie jestem ze stali
[02:56.31] Butelka w jego dłoni to nie żadne antidotum
[02:59.16] Ukochana dzwoni, "Wracaj skarbie do domu"
[03:01.96] On odrzuca rozmowę, jednak postanowił powstać
[03:04.56] Obiera drogę, zmierza tam gdzie przytrafił się koszmar
[03:07.32] Ona rzuca się w ramiona, zdejmuje jego spodnie
[03:10.16] Cała płonie, rozpalona, siada na niego wygodnie
[03:12.74] Robią to na podłodze, pieprzą się jak zwierzęta
[03:15.53] Ona krzyczy, dochodzę
[03:17.04] Rano ta sama gehenna
[03:18.51] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[03:22.91] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[03:29.52] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[03:33.92] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[03:40.74]
[00:24.74] Czuje, że żyje, walczy, dzisiaj wraca późno
[00:27.32] Ma w sobie siłę, twardy. Taka praca, trudno
[00:30.50] Nieznakomite karty, gra taką nierówną
[00:32.95] Zmęczony wraca nocnym, pragnie ciepłej kąpieli
[00:35.42] Poniżony przyjął chłosty, chce do miękkiej pościeli
[00:38.52] Wzgardzony chłopak, prosty w sobie wiele nadziei
[00:41.04] Zmuszony ciąć koszty, dostatek celem idei
[00:43.88] Myśli, że w domu odpocznie, w ramionach swej ukochanej
[00:46.64] Położą się na sofie, w kółko problemy te same
[00:49.28] Ona wita go fochem, eksploduje krzyk
[00:52.05] Zaczyna mieszać go z błotem, powstrzymuje łzy
[00:54.85] Jesteś beznadziejny. Zero, taka podłogowa szmata
[00:57.69] Kolejny czuje niemoc, jeszcze ta chujowa praca
[01:00.49] Żaden z Ciebie mężczyzna, w końcu sobie to uświadom, pizda
[01:03.45] Jesteś żenadą, wracaj tam gdzie twoje stado
[01:06.34] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[01:10.91] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[01:17.23] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[01:21.56] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[01:27.96] Zamknij dziób, głupia szmato, co ty takiego robisz?
[01:30.86] Umiesz kłapać jadaczką, focha kolejnego stroisz
[01:33.61] Posłuchaj frajerze, całe życie się rozczulasz
[01:36.46] To szmato przez Ciebie, bo cały czas mnie zamulasz
[01:39.10] To co zrobię złe, każdy kurwa mój ruch
[01:41.79] Ty to największy śmieć, jesteś pusta wśród suk
[01:44.77] Zabije Cię gnoju! Muaaaa
[01:47.09] Teraz nie będzie spokoju, wpadła w szał
[01:49.98] W jego stronę leci talerz, atakuje go pięściami
[01:52.73] Na ustach toczy pianę, pruje skórę paznokciami
[01:55.32] On próbuje bronić się, ma pozdzieraną twarz
[01:58.37] Na podłogę kapie krew, usłyszano wrzask
[02:01.27] Nie wytrzymał już, ponieważ przekroczyła granicę
[02:04.05] W serce wbiła nóż, pięść uderzyła w policzek
[02:06.86] Ona upada na glebę, jej głowa uderza o nią
[02:09.61] Uczucie bycia w niebie, miesza się z patologią
[02:12.47] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[02:17.09] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[02:23.36] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[02:27.66] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[02:34.33] Ona leży na ziemi, płacze, zalała się łzami
[02:36.84] On wierzy, że się nie zmieni raczej, poniżała za nic
[02:39.41] Nie mogą ciągle żyć z tymi wrzaskami
[02:42.58] W końcu trzeba przeciąć nić, on trzaska drzwiami
[02:45.05] Na dworze szklana pogoda płynące maskuje łzy
[02:47.89] Boże, po co ta przeszkoda? Codziennie czuję wstyd
[02:50.44] Ona widzi we mnie wroga, podłym gestem rani
[02:53.49] Jednak tak bardzo ją kocham, przecież nie jestem ze stali
[02:56.31] Butelka w jego dłoni to nie żadne antidotum
[02:59.16] Ukochana dzwoni, "Wracaj skarbie do domu"
[03:01.96] On odrzuca rozmowę, jednak postanowił powstać
[03:04.56] Obiera drogę, zmierza tam gdzie przytrafił się koszmar
[03:07.32] Ona rzuca się w ramiona, zdejmuje jego spodnie
[03:10.16] Cała płonie, rozpalona, siada na niego wygodnie
[03:12.74] Robią to na podłodze, pieprzą się jak zwierzęta
[03:15.53] Ona krzyczy, dochodzę
[03:17.04] Rano ta sama gehenna
[03:18.51] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[03:22.91] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[03:29.52] Każdy dzień, rodzi w nich nowy ból
[03:33.92] Setki niechcianych słów, tych odegranych ról, ten ból
[03:40.74]